Monika Saczyńska

Relacja ze spotkania, czyli o pańszczyźnie, deficytach, mitach i racjonalności

16 października 2017 w siedzibie DJV odbyło się spotkanie z cyklu POLiTISCH zorganizowane przez berlińską grupę KOD oraz Stowarzyszenie Mitte 21.

 

Gościem dziewiątego już spotkania był Andrzej Celiński, współpracownik Komitetu Obrony Robotników, członek i sekretarz NSZZ „Solidarność”, internowany w stanie wojennym, uczestnik obrad Okrągłego Stołu, członek Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, później kierował jego gabinetem. Był odpowiedzialny za pierwszą podróż Wałęsy do USA, w listopadzie 1989, z jego słynnym przemówieniem w Kongresie „We the people”. Senator i poseł kilku kadencji i różnych ugrupowań politycznych, minister kultury w rządzie Leszka Millera.

Obecnie emerytowany demokrata, jak sam siebie określa w tytule swych felietonów w tygodniku „Polityka”.

Andrzej Celiński jest z wykształcenia socjologiem i choć – jak zastrzegł – od lat nie pracuje w zawodzie, rozmowa koncentrowała się wokół społeczeństwa i mechanizmów nim rządzących, a szczególnie wokół przypadka dość trudnego, czyli społeczeństwa polskiego. Choć może lepiej powiedzieć – Polaków? Czyż bowiem Polacy stworzyli społeczeństwo? To pytanie, choć niewypowiedziane na głos, ciążyło nad cała dyskusją.

Ale po kolei. 

Cóż zatem z tym polskim sukcesem? Prowadząca spotkanie Urszula Ptak powiedziała, że patrzy na Polskę trochę z zewnątrz, okiem człowieka żyjącego na co dzień w Berlinie, widzi się piękny kraj, drogi i pociągi lepsze niż w Niemczech, jakość życia ogromnie wzrosła. Obraz jest jednoznacznie pozytywny. Jak to się zatem stało, że tak wielu osobom udało się wmówić, że wokół nich jest „Polska w ruinie”? Andrzej Celiński w odpowiedzi zwrócił uwagę, że trzeba na problem spojrzeć szerzej. Aby zrozumieć polskie pojmowanie i przeżywanie sukcesu, trzeba dokonać rozbioru „polskiej duszy”. Gość przewrotnie powiedział, że dla zrozumienia Polski wystarczy lektura dwóch książek: „Chłopów” Władysława Reymonta oraz „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Te dwa dzieła pokazują oblicze Polaków, ich naturę uwikłaną w pańszczyźniane myślenie, jednocześnie łaknące silnego autorytetu, który wyznaczy sposób życia, kierunek i zwolni od samodzielnego podejmowania decyzji, z drugiej strony nienawidzących i gardzących każdym kto stoi wyżej, kto odniósł sukces, kto jest inny.

W sytuacji braku państwa – ponad wiekowym doświadczeniu Polaków – aby przetrwać potrzebna była mitologia. Jej głównym elementem stał się mit czystości i niewinności samych Polaków oraz winy, która obciążała „innych”. To owi „inni” ponosili odpowiedzialność za niepowodzenia, nie Polacy. Taka postawa kreowała samozadowolenie i przesadne przekonanie o własnej wartości, przy jednoczesnym brak wszelkiej odpowiedzialności, a i racjonalnej analizy sytuacji.

Andrzej Celiński zwrócił uwagę, że Polacy cierpią na pięć deficytów. Pierwszym jest deficyt pomysłu na siebie. Polacy nie wiedzą po co są. Drugim deficyt demokracji, czyli brak wyrobienia, myślenia i postaw demokratycznych, a nawet szerzej brak postrzegania demokracji jako wartość. Trzecim deficytem jest deficyt solidarności, poczucia wspólnoty z innymi ludźmi, chęci wzajemnego wspierania się. Następnie deficyt kapitału ludzkiego, czyli ludzi, którzy mają dobre i solidne wykształcenie. Po ‘89 roku wzrosła liczba ludzi studiujących. Były zakładane nowe szkoły wyższe, jednocześnie jednak poziom tej edukacji spadał. Nie jest bowiem możliwe w krótkim czasie i bez większych nakładów finansowych zbudowanie (lub rozbudowanie) edukacji na szczeblu akademickim z zapewnieniem jej odpowiedniego poziomu. Ludzie licznie „przychodzący na studia” otrzymywali dyplomy ale nie zdobywali faktycznego wykształcenia. Wreszcie ostatnim deficytem jest deficyt zaufania. Zaufania do innych ludzi, do siebie nawzajem i zaufania do autorytetów.

Ważnym wątkiem rozmowy i następującej po niej dyskusji z publicznością było pytanie o pozytywny mit po ’89 roku. Obserwujemy jak PiS budował i buduje sztuczny mit „Żołnierzy Wyklętych”. Obserwujemy jak jest, krok po kroku, zafałszowywany obraz najnowszej przeszłości, gdy deprecjonuje się autentycznych bohaterów w ich miejsce stawiając ludzi o mniejszych zasługach. Dlaczego nie udało się zbudować mitu polskiej pokojowej przemiany, mitu 4 czerwca? Widać Polacy potrzebują jasnych wzorców, mitów, do których mogą się odnosić, i które – w jakimś – stopniu porządkują świat.

Andrzej Celiński podkreślał, że jednak próbowano, jednak podkreślano wartość i wyjątkowość zmiany ustrojowej, jaka dokonała się w Polsce. Jednocześnie trzeba też pamiętać, że przemiany w Polsce nie byłyby możliwe, gdyby nie okoliczności zewnętrzne. Akurat wtedy, w ówczesnej sytuacji politycznej, wytworzył się klimat dla przemian. Mieliśmy szczęście. Skorzystaliśmy z okazji. Z drugiej strony, jak powiedział „Nie bardzo odczuwaliśmy potrzebę budowania mitu”. Chodziło bowiem o to aby przestać opierać „sprawy narodowej” na mitologii, a fundować je na poczuciu sensu. A zatem chodziło o dokonanie zmiany w Polakach; zmiany w tej polskiej duszy, bo Polacy powinni stać się bardziej racjonalni a mniej mitologiczni. Niestety nie powstała w Polsce po ‘89 instytucja taka jak Bundeszentrale für politische Bildung, nad czym Gość ubolewał. Byłaby bardzo przydatna w Polsce.

Andrzej Celiński na pytanie o perspektywy na przyszłość był pesymistą. Nie przewiduje zmiany formacji rządzącej podczas kolejnych wyborów (2019 rok). Raczej nie zanosi się na odebranie władzy PiS. Jeżeli miałoby się to udać, to trzeba się zjednoczyć. Opozycja, partie opozycyjne, bo to partie wygrywają wybory – nie ruchy społeczne, partie muszą się zjednoczyć, ale muszą się mądrze zjednoczyć, tak, żeby po wygranych wyborach umiały się mądrze podzielić. Oznacza to ni mniej ni więcej, tylko zjednoczenie we wspólnym celu ale z zachowaniem różnorodności.

Na koniec Gość podkreślił, że

Aby uzyskać zmianę w Polsce, zmianę w mentalności Polaków trzeba odsunąć kościół katolicki od wpływów.

I tu jedną drogą jest wypowiedzenie konkordatu; powodem jest to, że sam kościół katolicki w Polsce nie przestrzega konkordatu. Drugim polem jest: odzyskanie edukacji, i to już na szczeblu przedszkolnym. Chodzi o to, żeby dzieci jak najwcześniej zaczynały uczyć się funkcjonowania w grupie, w społeczeństwie. Dziecko musi być dość szybko wyrwane z odziaływania jedynie grupy rodzinnej, w której jest „ubóstwionym skarbem”. Chodzi o jak najwcześniejsze rozpoczynanie procesu budowania tzw. kompetencji miękkich. Tego bardzo Polakom brakuje!


W 2017 roku lekturą wybraną na Narodowe Czytanie było właśnie „Wesele” Wyspiańskiego. Odbywały się czytania fragmentów i całości dramatu. 2 września Prezydent Andrzej Duda zainaugurował lekturę. Także ja – dla przypomnienia – sięgnęłam po książkę. Stary, trochę sfatygowany egzemplarz wydany w serii Biblioteki Narodowej. Niezbyt ładny. Słowa napisanego ponad sto lat temu dramatu, do napisania którego impulsem było wesele przyjaciela autora, odbywające się w podkrakowskich Bronowicach, pochłonęły mnie bez reszty. Słowa jakże aktualne, słowa mówiące o nas tu i teraz – AD 2017.

Nie wiem jak Państwo, ale ja zabieram się ponownie za lekturę „Chłopów”.

 

Fot. M. Saczyńska

Advertisements