Urszula Ptak

 

Jestem Polką mieszkającą od wielu lat w Niemczech. Problemy Europy są naszymi problemami niezależnie od tego czy żyjemy w Polsce czy gdzie indziej w Europie. Zamykanie uszu i oczu na to co niewygodne, nie rozwiązuje żadnych problemów a co gorsza jest stratą czasu, którego i tak mamy za mało. Ten tekst w skróconej wersji ukazał się dzisiaj na łamach Krytyki Politycznej: http://krytykapolityczna.pl/swiat/pulapki-na-dobrych-ludzi/

 

Rzadko w Polsce mają miejsce debaty dotykające współczesnych problemów świata. Cała polska prasa, media żyją tematami lokalnymi, wojnami w Sejmie czy kolejnymi nierzadko zdumiewającymi posunięciami polskiego rządu. Świat interesuje nas tylko jako echo polskich problemów. Co inni o nas pomyślą? Echa polskie w niemieckich, angielskich, amerykańskich gazetach. Co i kto o nas napisał, co powiedział, czym się znowu ośmieszyliśmy? Jedni dziennikarze bardzo się wstydzą a inni uważają, że nareszcie wstają z kolan, gdy w rzeczywistości leżą na macie.

Jedne media piszą by przyjmować uchodźców, a drugie by ich za żadna cenę nie wpuszczać. Jedni gotowi są nawet płacić kary, by muzułmańskie dziecko, przyszły terrorysta nie zislamizowało jego wsi. Najbardziej zagrożenia terroryzmem boja się polscy rolnicy, aż 60% z nich boi się uchodźców i zamachów terrorystycznych. Muszę powiedzieć, ze długo byłam intelektualnie bezbronna w obliczu tego faktu.

Drudzy chcą być tacy jak ich koledzy po piórze na Zachodzie i chcą przyjmować wszystkich, bezwarunkowo tak jak w Niemczech czy Szwecji, bo wtedy bylibyśmy już „tym Zachodem“.

Zarzucają każdemu, kto ma jakikolwiek argument o ostrożności sympatie faszystowskie, sprzeniewierzenie się chrześcijańskiemu ideałowi pomocy bliźniemu i ogólnie rzecz ujmując prymitywny rodzaj myślenia skupiony wokół osi „nie każdy muzułmanin to terrorysta ale każdy terrorysta to muzułmanin“. W komentarzach, które lubię czytać, bo nie są jeszcze tak jak na Zachodzie kompletnie moderowane, przykład Breivika młodego, białego Norwega zawsze jest albo pomijany albo natychmiast przypominany. Czytam o tym wszystkim najczęściej miedzy 6 a 7 rano, mój poranny przegląd prasy. Pije kawę i czytam o polskim lęku w Niemczech, bo mieszkam od 14 lat w Berlinie. W mieście, w którym z 3.6 mln ogółu mieszkańców 658.000 ma obywatelstwo innego państwa a aż 1,123 mln ludzi ma pochodzenie migracyjne. W samym Berlinie mieszka więcej cudzoziemców niż w całej Polsce. Co piąty berlińczyk legitymuje się innym niż niemiecki paszport, w tym również i ja. Po 7 rano wychodzę do pracy. Jestem nauczycielką niemieckiego w klasie dla uciekinierów i migrantów. Praca nauczyciela w Niemczech, inaczej niż w Polsce, jest cenionym i dobrze opłacanym zawodem.

Drugi rok uczę dzieci, które przyszły do Europy w 2015 i 2016 roku. Wcześniej przez dziesięć lat uczyłam dorosłych migrantów i uciekinierów. Znam ogromną ilość ludzi z całego świata, z każdego kontynentu. Znam setki historii ucieczki lub emigracji, motywów jakimi się ci ludzie kierowali, jak dotarli do Europy i wiem jak wygląda ich życie na co dzieńw tej wymarzonej krainie, która zawsze okazała się inna niż myśleli. Można się nieźle poznać spędzając ze sobą codziennie 6 godzin przez rok.

Miewałam grupy z czterema Mohammedami, dwoma Abdullahami, Abdulrahmanem, Hasanem, Fatimami i Hatice z Turcji, panem Wojtkiem budowlańcem z Opola, Polakiem w potrzebie, który nigdy nie oddał mi pożyczonych 100 euro, uzdrowicielem z Ukrainy, który był z zawodu inżynierem w kołchozie i przy windzie nakładał mi ręce na głowę, lekarstwo na ból życia w mieście mówił, niemieckim Rosjaninem nielubiącym Niemiec, Libańczykiem marzącym by mieszkać w najbardziej niemieckiej dzielnicy, byle jak najdalej od innych Arabów, Polakami urodzonymi w kazachskim łagrze, Turczynką marzącą o pracy w niemieckiej firmie, panią Beatą sprzątającą pokoje w hotelu, polską studentką zakochaną w Niemcu, Rosjaninem, który w czasach NRD stacjonował tutaj jako radziecki żołnierz i chwalącym radziecki porządek świata, blond Australijczykiem o libańskich korzeniach mieszającym drinki w berlińskich barach, Kamerunką z problemem agresji, która o mały włos mnie nie pobiła, olbrzymem z Sierra Leone, który był kiedyś dzieckiem żołnierzem i robił jak mówił „straszne rzeczy“ a na zajęciach był niezwykle spokojnym i uczynnym kolegą.

Pamiętam wesołego Josepha z Ghany, który szukał na szybko niemieckiej dziewczyny by mieć z nią dziecko i nie zostać deportowanym, piękną Wietnamkę z grupy „boat people“, która uciekła w latach 70 przed prześladowaniami, Rosjan, informatyków z Białorusi i Ukrainy, kobietę z Czeczenii nienawidzącą Francuza, którego zdjęcie było symbolem upadku muru berlińskiego, Anglika o polskim nazwisku, którego ojciec był w czasie wojny lotnikiem RAF, z którym przyjaźnię się do dzisiaj i rudego Południowoafrykańczyka, który nic z tego nie rozumiał i namawiał Mohammeda na piwo mówiąc mu, że Bóg wieczorem śpi i nic nie widzi.

Różnie się ułożyły ich losy. Szczęśliwy Joseph przyszedł się pochwalić, że urodził mu się w Niemczech syn. Niektórzy z nich chodzili pierwszy raz w życiu do szkoły i wreszcie opanowali sztukę pisania i czytania, nie w swoim ojczystym języku ale po niemiecku. Lepiej pisać po niemiecku niż wcale, powiedział mi Libańczyk, którego po latach spotkałam w metrze. Inni udawali, że nigdy się nie spotkaliśmy i nigdy nie przeżywali katuszy stawiania pierwszych liter w łacińskim alfabecie.

Pamiętam polskiego młodocianego przestępcę, który pokazywał mi z dumą papier zwalniający go za dobre sprawowanie z więzienia. Ten wygolony chłopak pomagał Syryjczykom zrozumieć niemiecką gramatykę, bo miał trochę więcej lekcji w wiezieniu. Nakażdej przerwie czytał książki, był lubiany choć nikt w grupie nie podzielał jego pasji literackiej.

Pamiętam nauczycielkę muzyki z Azerbejdżanu, która zadała mi pytanie w takiej formie „nauczycielko, a Stalin to był dobry czy zły?“ Odpowiedziałam, że zły. Pamiętam kobietę z Tajlandii, która została przywieziona do Niemiec jako nowa żona i wstydziła się swojego starego męża, który codziennie ją odbierał z zajęć, bo był dowodem na to, czym zajmowała się wcześniej. Pamiętam wspaniałą kobietę z Brazylii, która przynosiła nam co chwilę jakieś wypieki, gotowała dla bardzo bogatej rodziny a czasem też i dla nas.

Chłopaka z Nigerii, który nie wierzył, że Niemcy przegrały drugą wojnę światową i groził mi, że sprawdzi to w internecie, bo ja jestem tylko niedouczoną Polką. Potem oglądaliśmy film o zniszczeniu Berlina w 1945 roku i co chwile wykrzykiwał – nie wierzę! Uwielbiał Niemcy, uważał, że to najlepszy kraj na świecie. Tak samo uważało wielu Palestyńczyków, którzy najczęściej wychodzili na zajęciach o Holocauście, bądź komentowali to w taki sposób „dobrze Niemcy zrobili“ doprowadzając mnie do ataków nieposkromionej furii.

Ludzie z czarnej Afryki mówili, że na starość wracają do siebie, nie będą mogli żyć tutaj w Europie już za starzy na wykonywanie ciężkiej fizycznej pracy. Składali pieniądze, budowali tam domy, w których aktualnie mieszka ich liczna rodzina. Widziałaś starych czarnych tutaj w mieście pytali? -Nie, faktycznie rzadko. – Chcemy umierać wśród swoich.

Życzę im by w tych wymarzonych domach czekał na nich choć jeden wolny pokój.

Pamiętam Polaka, który podszedł do mnie i po polsku powiedział, że nie chce siedzieć koło Araba. Poprosiłam by poszukał sobie innego miejsca albo innej grupy, bo to jest kurs dla dorosłych a ja nie jestem od wyznaczania kto z kim siedzi. Nauczyłam się nigdy nie wdawać w dyskusje na takie tematy. Nie przesiadł się, na każdej przerwie palili wspólne papierosy, przywiezione oczywiście z Polski. Nie wiem o czym rozmawiali ale rozmawiali non stop. Podobne problemy mieli także Turcy, którzy nie chcieli siedzieć koło czarnych z Afryki. Jedna pani przeżyła szok, gdy się okazało, że czarny chłopak obok niej to lekarz z USA, była potem dla niego niezwykle miła. Pamiętam Irakijczyka, który był wojskowym i walczył po amerykańskiej stronie. Nie był zadowolony ze swojej bieżącej sytuacji. Kolejny chłopak miał na imię Lenin i powyżej dziurek w nosie kpin z jego imienia, był kardiochirurgiem z Ameryki Środkowej, robił pyszną sałatkę z awokado. Mam nadzieję, że zdał wszystkie egzaminy i pracuje w swoim zawodzie, był zdeterminowany tak jak i jego śliczna niemiecka żona, także lekarka.

Pamiętam wspaniałego Syryjczyka z Warszawy, który po latach pracy w Polsce wrócił do siebie nad Morze Śródziemne a teraz z powodu wojny musiał po raz kolejny zaczynaćżycie od nowa. Na zajęciach siedział z Polakami, robił notatki po polsku i na pierwszy rzut oka było widać, że to nasz człowiek i tak był przez wszystkich nazywany: Ahmed Polak.

Dobrze pamiętam też Palestyńczyka o imieniu Issa czyli Jezus, który pięknie mówił po polsku, mieszkał u nas wiele lat i tak jak i jego polscy sąsiedzi przyjechał po lepszy zarobek. Bardzo szybko znalazł pracę i przyszedł się ze mną miło pożegnać, bardzo lubił Polskę, miał polskie obywatelstwo, polską żonę i polskie dzieci.

Gdy ktoś mnie w Polsce pyta co sądzę o migrantach, to właśnie tak zaczynam opowiadać. Mój rozmówca zazwyczaj jest niezadowolony z odpowiedzi. Nie mówisz konkretów! Nie mówisz jacy oni są! Co to znaczy, że różni? Czy ty w ogóle znasz muzułmanów? Tak, trzy czwarte tych wymienionych to wyznawcy islamu.

Niektórzy z nich są przekonani, że to najlepsza religia na świecie, jedyna prawdziwa. Oni najczęściej są ponurzy i wyniośli, zgłaszają ciągle jakieś żądania, maja pretensje do nauczycieli, do kolegów. Znają przecież prawdę i pogardzają tymi, co owego przywileju nie dostąpili. Najbardziej gardzą innymi muzułmanami, tymi którzy nie wierzą wystarczająco mocno i co najważniejsze prawidłowo. Niezwykle męcząca grupa. Czasami przekonywał ich argument „ty szanujesz mnie, a ja ciebie“ ale bardzo często rezygnowali z nauki, nie mogli znieść, że nie są np. najlepsi w grupie, że nie mają statusu wyjątkowych.

Inni podchodzą i mówią mi w zaufaniu „ja czasem wypiję rakiję lub piwo, nie myślę dużo o Bogu“, kolejni mówią, że nienawidzą innych muzułmanów, bo oni ich cały czas szpiegują a oni chcą być wolni, tak jak my w Europie. Kobieta bez chustki na głowie możne mieć radykalne poglądy a ta zasłonięta prawie w całości, za wyjątkiem małego trójkąta na twarz, może być wolna w myśleniu a ubierać się tak dla świętego spokoju w rodzinie.

Nauczyłam się przez obserwację, że należny uważać na osoby, których boją się ich właśni rodacy. Młody Syryjczyk z mojej grupy budził powszechny lęk. Przystojny, błyskotliwy, uczył się fenomenalnie a nie był lubiany, unikano go, chwalił się uczestnictwem w wojnie. Nie bał się nikogo i niczego a już najmniej niemieckich urzędników. Imponowało mu, że dziewczyny z Syrii spuszczają głowy na jego widok. Gdy na moich zajęciach zaczął wygłaszać opinie, że najgorsze w Europie to są kobiety, a na moje pytanie dlaczego tak uważa, krzyknął „nie muszę ci odpowiadać“ miałam szczerze dość. Był to chłopak z ekipy jesień 2015, w tej samej grupie Muhammad nie reagował na imię Muhammad, chłopak z Aleppo nie chciał słownika arabsko- niemieckiego, bo nie znał arabskiego a gdy dołączyli do nas dwaj studenci z Aleppo zaczął mówić, że pochodzi z innej miejscowości, pan na oko po czterdziestce był w dzienniku dwudziestodwuletnim młodzieńcem, dziewczynazarejestrowana jako osoba z wyższym wykształceniem nie umiała pisać i nie rozumiała słowa uniwersytet i tak dalej i tak dalej.

Jaka jest prawda o uciekinierach? Czy jest możliwa jakakolwiek prawda o milionie ludzi zdeterminowanych by zostać w Europie?

Czy Niemcy wpuszczając do kraju morze ludzi bez dokumentów wiedzieli jakie to ryzyko i jakie będą polityczne koszty tego eksperymentu przewagi moralności nad prawem? Czy można mieć komuś za złe, że podaje się za Syryjczyka jeśli tylko Syryjczycy dostają azyl? Czy będąc kobietą z Iraku podałabym się za kobietę z Aleppo? Pewnie tak, gdybym za nic w świecie nie chciała wrócić do Iraku.

Czy mam prawo czuć się lepsza tylko dlatego, że urodziłam się w Europie? Czy Polacy podający się w latach 80 za prześladowanych za Solidarność, a w rzeczywistości pragnący poprawić swój byt ekonomiczny, byli lepsi od tej dzisiejszej biedoty? Czy Niemcy witający te dzieci jesienią 2015 roku kwiatami i misiami na dworcach interesują się, co się z nimi po prawie dwóch latach dzieje czy to już tylko kwestia systemu opieki państwowej? Kto poczuł się lepiej- darujący czy obdarowany?

Kogo obchodzi los dziesięcioletniej dziewczynki, która nie widziała mamy cztery lata i długo nie zobaczy, bo dostają wizy krótkoterminowe a mama mogłaby przyjechać gdyby dostali trzyletnie a takiej nie dostają właśnie dlatego, by mama nie mogła przyjechać, by politycy nie musieli się tłumaczyć z kolejnych ludzi napływających do kraju z powodu łączenia rodzin. Kogo obchodzi los afgańskiego chłopca, który urodził się w Iranie, chodził do szkoły w Turcji, przyszedł na piechotę do Niemiec, trafił do Finlandii, chodził tam do szkoły, z której go deportowano znowu do Niemiec, bo tutaj złożyli odciski palców i który teraz czeka na kolejna deportację do nieznanego sobie kraju, kraju w którym nigdy nie był czyli do Afganistanu.

Pewien chłopiec zapytał mnie czy wierzę w Allaha, odpowiedziałam, że nie. Rozpłakał się i powiedział, że pójdę do piekła a on mnie lubi i nie chce bym tam trafiła. Powiedziałam mu, że my chrześcijanie mamy drugie niebo i ja tam będę. Ucieszył się, powiem tacie, dodał. Co mają w głowie rodzice tego dziecka, żyjący za niemieckie pieniądze i opowiadający dzieciom takie rzeczy? Tak, znam teorie, że te pieniądze są od Allaha albo że Arabia Saudyjska potajemnie płaci Niemcom za każdego muzułmanina, słyszałam te strategie pocieszania się nie raz. Często zastanawiam się czy uda nam się dojść do ładu, tak byśmy się nie zaczęli zabijać.

Widzę jak po roku osoba, która zaczynała zajęcia jako wycofana bądź agresywna staje się otwarta, bo zaczęła rozumieć jak funkcjonuje świat wokół niej. Poznała innycheuropejczyków, zjedli coś razem, wypili herbatę, kobiety poskarżyły się na mężów lub dzieci, panowie wypalili niejednego papierosa i nagle ten obcy świat stał się bardziej zrozumiały i mniej groźny. Niektórzy zrozumieli, że kobieta nosząca bluzkę z dekoltem i mini to nie kobieta upadła a sympatyczna, pomocna mama dwójki dzieci. Inni zaczęli rozumieć sprzedawców w sklepach i przestali się bać wychodzić z domu.

Pamiętam Fatimę, która odkryła, że jej mąż czatuje z dziewczynami i udaje 26 latka. Zostawiał konwersacje na ekranie komputera. Śmiała się z tego i mówiła, ze w rzeczywistości to stary, głupi dziad i alkoholik. Była dumna, że zrozumiała tekst, samodzielnie go przeczytała i tym samym dostała możliwość odegrania się. A była dziewczyną przywiezioną z Turcji w wieku 16 lat, analfabetką, przez wiele lat teściowa nie pozwalała jej opuszczać mieszkania, gotowała i sprzątała dla ich licznej rodziny. Nie znała nazwy ulicy, przy której mieszkała. Dopiero jak teściowa zmarła moja Fatima zaczęła chodzić na zakupy, najpierw z synem, potem z turecką sąsiadką a na koniec sama, gdyż mąż wymagał dostaw alkoholu i zezwolił jej na opuszczanie domu i dzięki temu kupiła

sobie pierwsze nowe ubranie. Postanowiła nie nosić chustki w wieku 40 lat i nie wstydzić się tego, że jest alewitką. Nie lubiła Turcji i nie chciała tam jeździć, pokazywała mi na zdjęciach niedokończony dom jaki jej mąż zaczął tam budować dwadzieścia lat temu. Dom na olbrzymią wielopokoleniową rodzinę. Z tych planów zostali: mąż pijak, bezrobotny syn, który nie mógł znaleźć dziewczyny, bo wszystkimi gardził i drugi syn z niemiecką rodziną. Przynosiła mi w poniedziałki ciasto cytrynowe, była jedna z najbardziej pogodnych osób na kursie, szczęśliwa, że robi coś dla siebie. Mąż musiał się z tym pogodzić, bo inaczej nie mogłaby dostawać zasiłku. Nie muszę dodawać, że zabierał jej wszystkie pieniądze. Po 26 latach życia w Berlinie pierwszy raz była ze mną zobaczyć Bramę Brandenburską. Takich osób, które w ogóle nie znały miasta, w którym latami żyły, było po kilka w każdej grupie.

Opowieści niemieckich polityków, że w Berlinie nie ma gett muzułmańskich można włożyć miedzy bajki. Są ulice i kwartały, gdzie znajomość niemieckiego do niczego nie jest potrzebna, gdzie niemieckie prawo jest ignorowane, gdzie można mieć dwie żony, na obie pobierać zasiłki, nie pozwalać córce się uczyć i silą wydać ją za mąż.

I tak w 2015 roku do tej starej emigracji dołączyła nowa. Stara emigracja nie lubi tych nowych „my nie dostaliśmy nic na początek a ci maja wszystko, słyszała pani jakie oni pieniądze, jakie mieszkania dostają?“

Ta fala, która doszła do Europy w 2015 roku była pierwszą ale na pewno nie ostatnią. Afryka jest tak przeludniona, że nie będzie żadnych możliwości zatrzymania tych ludzi przed przeprawami przez morze. Każdy kto choć raz tam był, wie że to prawda. Bliski Wschód, Afganistan też nie staną się bardziej bezpieczne. Kraje pełne młodych ludzi bezperspektyw zawodowych ale z dostępem do internetu i telewizji, gdzie oglądają nasz piękny, dostatni, kolorowy świat.

Kanclerz Niemiec odbyła już rozmowy i wizyty w kilku krajach afrykańskich i usłyszała dokładnie to samo co w Turcji- musicie nam płacić za zatrzymanie naszych ludzi. Reżim w Turcji już dostaje pieniądze, kolejni chętni czekają w kolejce a mają nas czym szantażować. Następna fala uchodźców, kolejne zdjęcia i widok idących tłumów to pewne zwycięstwo prawicy w Europie. Czy wiemy jaka będzie Europa za 10 lat?

Co robimy w Polsce by przygotować się na fale migracyjne, bo przecież nie wszyscy wierzą, że otoczymy się murem i nikt do nas nie przeniknie. Czy wiemy, że mamy w kraju ludzi mówiących po arabsku, w farsi i znających języki afrykańskie? Czy szanujemy naszych obecnie tutaj żyjących cudzoziemców bądź Polaków urodzonych w Libii, Tunezji czy Sudanie? To oni będą naszą prawą ręką w takich sytuacjach, Polakami z korzeniami w obcych krajach, ekspertami pomagającymi nam ogarnąć nowe wyzwanie, tłumaczami, pracownikami socjalnymi, asystentami, kierownikami projektów. Czy Polacy zdają sobie sprawę, że świat nie jest ani wyłącznie biały ani katolicki? Czy komuś przyszło do głowy tworzenie już teraz takich zespołów doradczych? Czy powstają programy lokacji nowych ośrodków, programy organizowania nauczania języka, nauki zawodów? Czy ktokolwiek myśli o tym jak sprawdzać tożsamość uchodźców bez możliwości kontaktu ze służbami z krajów ogarniętych wojną, bądź unikającymi kontaktu? Sadzę, że nic się takiego nie dzieje. Padają tylko słowa i buńczuczne deklaracje obrony Wiednia przed Turkami. Kpiny z rozumu.

W Niemczech w tym roku pewnie uda nam się uniknąć wyborczej katastrofy. Partia rządząca już przejęła cześć elektoratu prawicowej AfD, wprowadzając w życie i głośno mówiąc to, co jeszcze rok temu nikomu by nie przeszło przez gardło, bo było właśnie wykrzykiwane na wiecach prawicy. Klasa średnia gładko przełknęła tę woltę. CSU niedługo osiągnie stan „na prawo od nas tylko ściana“ a jest to partia rządząca. Angela Merkel upokarzana publicznie przez bawarski rząd wygra kolejne wybory również dzięki poparciu z Bawarii. Niemcy są racjonalni i w odróżnieniu od Polaków nie ulegają histerii, kalkulacja zysków i strat plus konsekwencja w działaniu. Merkel jest koniecznością i gwarantem stabilizacji, bo alternatywy są jeszcze bardziej nieciekawe. Budzi mój podziw, gdy widzę jak kanclerz od 12 lat wygrywa wewnętrzne wojny. Prawdziwa rozgrywka zacznie się jednak za kolejne cztery lata. CDU i CSU będą musiały znaleźć nowego lidera bądź liderkę w partii nietolerującej młodych i zdolnych. Europa będzie się musiała określić w obliczu częstych zamachów terrorystycznych, bo one dopiero się zaczęły. Może sięokazać, że dzisiejsza lewica będzie jutrzejszą prawicą strzelającą do przepełnionych łodzi na Morzu Śródziemnym.

Za parę lat dzieci z mojej klasy będą już dorosłe i w większości nie będą miały żadnego wykształcenia. Przybyły do Niemiec w wieku 11, 12 lat a to za późno by nadrobić braki z matematyki, biologii, fizyki, angielskiego, historii i literatury. Nie będą mieć świadectwa ukończenia szkoły podstawowej, nie będą mogły pójść do szkoły średniej, nie będą mogły uczyć się razem z niemieckimi rówieśnikami zawodu. Wielu skończy przygodę z edukacją w wieku około 16 lat na jakichś kursach. Będą znać niemiecki i mieć dwie ręce do kiepsko płatnej pracy. Czy będą mimo to szczęśliwe, czy ktoś się zradykalizuje z rozczarowania?

Nie wiem. Nie wiem także czy niemiecki nastolatek będzie szczęśliwy w swoim kraju. Nie wiem gdzie będę ja.

Czy pomogłabym tym osobom, które poznałam przez te lata? Tak. Czy Europa może przegrać? Może. Co wtedy zrobią Niemcy i Francuzi? Zaadaptują się do nowej sytuacji i ograniczą straty. Co zrobią Polacy? Przegrane powstanie w obronie religii, której wersja nikogo na świecie już od lat nie interesuje.

Oglądam zdjęcia polskich nazistów z ONR paradujących z krzyżem ulicami polskich miast, obrońcy rasy łączą się z prawicą w całej Europie, wysyłają sygnał. Zastanawiam się czy wiedzą, że ich niemieccy odpowiednicy gardzą takimi symbolami jak krzyż, już pomijając tradycyjną pogardę dla Słowian. Czy wiedzą, że ich kolega nazi z Saksonii miał dziadków protestantów, rodziców komunistów a sam jest kompletnie obojętny religijnie?

Polska prawica jest nie tylko zaczadzona, podobnie jak radykalni muzułmanie, chorą wersją religii ale też i bezdennie aintelektualna, te obie grupy więcej łączy niż dzieli. Migracje odbywały się zawsze i zawsze biedni szli tam gdzie myśleli, ze będą mieli większe szanse na lepsze życie dla swoich dzieci.

Takie rozważania o dynamice dziejów. O tym jak dobrzy ludzie z dobrymi intencjami brukują drogę brązowej fali i nie można już tego zatrzymać. Niemówienie o tym nie powoduje magicznego zniknięcia problemu. Statek wypłynął już z portu, jest przepełniony.

 

Ula Ptak, Berlin

Advertisements