Urszula Ptak

 

Kilka lat temu moja niemiecka koleżanka, pokazała mi w gazecie rysunek podpisany Patriot = Idiot. Ona zgadzała się z tą definicją. Byłam, szczerze mówiąc, oburzona takim postawieniem sprawy ale nie chciałam jej urazić i tylko powiedziałam, że my w Polsce mamy inny stosunek do Ojczyzny i my nie musimy się wstydzić. W Niemczech wielokrotnie spotykałam się z ludźmi, którzy wstydzili się swojego kraju, niechętnie w międzynarodowym towarzystwie przyznawali się, że są z Niemiec, czuli obciążenie i odpowiedzialność. To było dla mnie coś nowego, taka negacja swojego kraju. Ja jako Polka byłam po 2004 roku niezwykle dumna, że Polska stała się częścią Unii Europejskiej. Czułam się polską patriotką i jednocześnie pełnoprawną obywatelką Europy. Dziesięć lat to dużo i mało jednocześnie. Moja przywołana w pierwszym zdaniu koleżanka zmarła i język polski był ostatnim jaki słyszała, bo nie byłam w stanie w momencie śmierci mówić do niej po niemiecku. Niemcy są coraz częściej dumni z tego jaki stał się ich kraj, choć w 2016 roku sytuacja się mocno skomplikowała. Europa się zmienia na naszych oczach.

Polska zatoczyła koło i ja po raz kolejny zadaję sobie pytanie jaką rolę w moim życiu odgrywa Ojczyzna. Czym jest patriotyzm pod koniec drugiego dziesięciolecia XXI wieku? Czym jest Ojczyzna dla milionów Polaków żyjących lub pracujących poza granicami? Co myślą na ten temat Polacy po pierwszych latach zachwytu nad nowymi krajami, szansami czy porażkami jakie tam odnieśli. Kim jest Polak, Polka, których już ani brak paszportu ani nieznajomość języków nie zatrzymuje na ojcowiźnie? Czy Europa to przygoda czy jednak konieczność? Czy wyjeżdżając ze Świnoujścia na przykład do Norwegii odnieśli większy sukces niż gdyby zaryzykowali wyjazd do dżungli Warszawy? Wbrew pozorom nie są to proste pytania.

Najchętniej powiedziałabym krótko, że to już nieważne kim jesteśmy, bo od czasu wstąpienia do Unii Europejskiej należymy do jednej rodziny zamieszkującej ten mały i bardzo bogaty kontynent na naszej planecie. Jesteśmy w elitarnym klubie, nikt nam tego nie dał w prezencie tylko sami sobie musieliśmy to politycznie wywalczyć i ciężko pracować na sukces. Dostaliśmy worek pieniędzy na pomoc strukturalną, pieniądze wydaliśmy zasadniczo nieźle. Każdy, kto wziął się do roboty poprawił swój los. Polskie wsie i miasta wypiękniały, samochodów jest więcej niż parkingów a w marketach ludzie kupują tak dużo jedzenia, że połowa ląduje potem na śmietniku. Czy nam się to podoba czy nie, Polska należy do 25 najbogatszych krajów na ziemi. To wszystko jest jednak nieistotne, bo jak na Igrzyskach Olimpijskich słyszę polski hymn, to łzy szczęścia lecą mi ciurkiem. I na nic cała gadka o europejskiej tożsamości. Kto ty jesteś – Polak mały i basta.

Coś się jednak popsuło w tej polskiej maszynie, która pracowała tak intensywnie ćwierć wieku.

Partia aktualnie rządząca w Polsce myśli i działa tak jakby XX wiek się nie skończył, jakby idee narodowościowe, polityka historyczna pomagały pokonać Polakom dystans do nich samych. Polak patriota, czciciel żołnierzy wyklętych, najkrwawszego i przegranego Powstania Warszawskiego mają zaimponować światu i rzucić go na kolana przed tak wspaniałym narodem nad Wisłą. Ryzykowna koncepcja i skazana na porażkę. Świat ma swoje problemy, zadania i nikogo nasz heroizm nie interesuje, większość nudzi, część dziwi się dlaczego chwalimy się porażkami a nie zwycięstwami, niektórych po prostu irytuje. Jesteśmy jak odłączony wagon nowoczesnego pociągu, który pędzi przez nasz kraj. Mamy potencjał, możemy jechać ale nie lubimy tego towarzystwa więc stoimy na bocznicy. 38 milionów obywateli mogłoby wsiąść ale niecałe 6 mln zadecydowało, że woli stać, bo świat jest zły a w domu wśród swoich najlepiej. Okazało się, że dalej mamy sporą część społeczeństwa, która boi się wszystkiego co nowe i nieswojskie. Tradycyjne sarmackie społeczeństwo w nowoczesnych dekoracjach. Wielka deklarowana miłość do historii, za którą nie idzie żadna pogłębiona wiedza. Płytki katolicyzm skupiony na odprawianiu rytuałów, brak potrzeby czytania i interpretowania

Biblii i w konsekwencji uzależnienie od kleru. Nigdzie w Europie, poza Polską, kościół nie jest aktorem gry politycznej!

Historia pełni funkcje terapeutyczne, byliśmy bohaterami ale świat nas nie uznał. Rola ofiary przynosi wymierne korzyści. Dla nowej kasty władzy oznacza to wymierne kariery i uposażenia, których nigdy inaczej by nie osiągnęli. Będą wierni władzy do samego końca.

Moja babcia, rocznik 1923, mieszkanka kieleckiej wsi mówiła do mnie po każdym wyjeździe, obojętnie czy do Katowic czy do Hamburga – po co ty się tak dziecko tułasz po tym świecie, jak my tu wszystko mamy? Jeden jedyny raz, w latach 80, wybrała się przez Busko do Tczewa. Odwiedziła brata, kupiła miastowy płaszcz i wróciła do domu. Pod koniec życia pytała mnie jak wygląda morze, jak to jest tak stać koło takiej wielkiej wody? Jak to jest stać koło studni i umierać z pragnienia, zapytałabym babcię, gdybym wtedy była mądrzejsza.

Czy sądzicie, że ktoś w Europe będzie umierał za Warszawę? Dlaczego miałaby mieć poczucie przyzwoitości jak my nie jesteśmy ani mili, ani lojalni, ani silni ekonomicznie? W bieżącej polityce nic poza arogancją nie pokazujemy Europie. To jest pycha kogoś, kto żyje na kredyt. My cały czas wyciągamy rękę po pieniądze a wygląda na to że cierpliwość płatników się kończy. Wszyscy tę naszą pychę widzą, te aroganckie wypowiedzi, tę nerwowość nuworysza, tę nieumiejętność szukania poparcia, która kompromituje całą polską politykę zagraniczną od roku. Jak nie masz sojuszników, to giniesz.

„Miałeś, chamie, złoty róg, Miałeś, chamie, czapkę z piór: Czapkę wicher niesie, Róg huka po lesie…” znamy ciąg dalszy.

Koła historii się toczą, żyjemy w ciekawych czasach. Europa będzie przez kolejne dziesięciolecia zmagać się z wieloma problemami. Będą to wielkie fale migracji, konflikty zbrojne, problemy gospodarcze, finansowe, demograficzne, klimatyczne i kto wie czy w roku 2050 będziemy dalej tak wygodnym kontynentem do życia. Nikt nie wie też jaki będzie układ sił politycznych u nas i u naszych sąsiadów za najbliższe 5 lat. Kogo będą obchodziły równiny między Niemcami i Rosją?

Nowoczesny patriotyzm na dziś, to silna Polska w silnej Europie. W obliczu skali globalnych problemów nie ma innej opcji. Mając sojuszników w Unii Europejskiej razem możemy dać odpór czy hamować skutki zmian i dać szanse na dobre życie kolejnym pokoleniom. Polska to nie jest sprawa jednej partii czy jednej ideologii, to jest nasz wspólny kraj. Samotną gałąź łamie byle wiatr. Nie zapominajmy o tym, że nie możemy przenieść naszego kraju, wybrać sobie nowych sąsiadów i że nie ma co umierać za Ojczyznę, jak można dla niej dobrze i mądrze żyć. Żyjmy i twórzmy odpowiedzialną politykę tak, by następne pokolenia nie uczyły się o tym jak głupi byliśmy, o tym jak przegraliśmy Rzeczpospolitą. Odpowiedzialność i wspólnota europejska to słowa klucze do dojrzałej polityki.

Jeżeli nie zatrzymamy polityki szaleństwa, obsesji, marginalizacji Polski na arenie międzynarodowej, to możemy się któregoś dnia obudzić i zobaczyć jak to jest, jak Polski nie ma.

 

Urszula Ptak

Berlin, Świnoujście 10.01.2017

tekst w wersji skróconej ukazal sie w swinoujskich Kronikach Portowych 13.01.17, strona 3:

https://issuu.com/kronikiportowe/docs/kroniki_portowe_wyd_117

 

Advertisements