Gdy 9-ego września 2016 miałem okazję uczestniczyć we Wrocławiu w organizowanym przez KOD spotkaniu dyskusyjnym z prezydentem Lechem Wałęsą, już w połowie spotkania stało się dla mnie jasne, że mam przed sobą jak najbardziej zasłużonego laureata Pokojowej Nagrody Nobla.

Jest to stwierdzeniem może banalnym, lecz skłoniły mnie do tego „odkrycia“ nie tylko wypowiedzi samego Wałęsy ale Jego postawa wobec Jego oponentów.

Ale od początku. Lech Wałęsa przez całe spotkanie wielokrotnie podkreślał potrzebę prowadzenia dialogu w Polsce, zwracał uwagę na istnienie już silnej społecznej i politycznej polaryzacji w naszym kraju i niebezpieczeństwa z tego płynące. Postulował w związku z tym potrzebę pokojowego nastawienia oraz działania.

Szczególnym przykładem tej postawy była jego reakcja na pytanie z publiczności o „szkody po tym małym kurduplu co się rządzi”. Lech Wałęsa podkreślił, że PiS zostało wybrane demokratycznie i obruszył się na taki styl określania osób trzecich oraz dodał, że – nie tylko w chrześcijańskim kontekście – Kaczyński to też Bliźni! Że jemu też trzeba będzie kiedyś podać rękę. „A i że nawet ten Kaczyński może i dobrze chce, wiele jego punktów ma sens i są dobre – tylko że niestety ma dużo więcej punktów złych.“

walduda

(W tym momencie wiele osób wśród publiczności się skrzywiło, potrząsało z niedowierzaniem głowami, posypały się następne wyzwiska pod adresem prezesa PiS-u). A Wałęsa kontynuował, mówiąc, że w końcu i on, mimo tego co było, gotów jest na pokój z Kaczyńskim. „Gdyż chcemy Polski, w której i taki Kaczyński ma mieć miejsce, w której i on będzie mógł godnie i spokojnie żyć.“

Mocno zaskoczył mnie ten dysonans pomiędzy Lechem Wałęsą a publicznością. Zastanowiły mnie, nie! zmartwiły, a nawet oburzyły słowa i epitety wobec nie tylko Kaczyńskiego, ale i innych osób z grona rządzącej partii; epitety szemrane wśród publiczności, dochodzące do mnie nie tylko teraz w trakcie spotkania ale jeszcze przed jego rozpoczęciem. Trudno mi powiedzieć jak duża była grupa osób szepczących lecz było ich na tyle dużo, a ich słowa były na tyle ostre, nieprzyzwoite, plotkarskie a chwilami wulgarne, pełne uwag osobistych a nie merytorycznych, że wyczuwało się w nich nie tylko emocje lecz wręcz agresję. To zastanowiło mnie: „Gdzie ja tu jestem???”

Czy nie upodabniamy się – jako KOD i jego sympatycy – i nie spadamy do poziomu tych polityków i ich mediów i „fanklubów“, których krytykujemy? I czy tylko „czasami“, pod wpływem – dla każdego zrozumiałych – momentów emocji i frustracji, wzbiera w nas złość? Czy też ta złość (a może i zło?) nie tylko wzbiera, ale i zbiera się w nas, czy nie ma tego za dużo, czy nie przeważa – w każdym z nas, w środku serca i głowy – nad tymi wartościami, których chcemy bronić i za którymi oficjalnie się opowiadamy? Za otwartością, za tolerancją, za pluralizmem, za pokojem, za walką z podziałami.

Ilu z nas naprawdę i szczerze posiada Wałęsowską wizję, że chcemy Polski, w której z każdym możemy i zechcemy porozmawiać? Gdyż tylko dialogiem, a nie działaniami nasyconymi pogardą, a chwilami może i nienawiścią, możemy pokojowo doprowadzić do rzeczywiście „Dobrej Zmiany“. Ilu z nas życzy sobie Polski i Europy, w której nie tylko Jarosław Kaczyński, ale każdy z jego popleczników miałby i dla siebie miejsce? Ile razy już w przeszłości – tak z ręką na sercu – mówiliśmy o tych osobach pogardliwie „oszołomy“ czy „moherowe berety“, a teraz oburzamy się na ich określanie nas jako „ci od koryta“ czy „najgorszy sort“?

druga-demonstracja-kod-12

Jest oczywistym, że aby pokojowy dialog był możliwy, by było możliwe podać Kaczyńskiemu rękę, to praca musi być wykonana nie tylko po naszej stronie. Druga strona musi także szczerze chcieć tego kroku i przejść przemianę. Lech Wałęsa na spotkaniu samym sobą wyraźnie udowodnił, że mimo wieku, człowiek potrafi się zmienić – jeśli chce. Jeśli ma silną osobowość ale i umiejętność samokrytyki. Oczekując tego od innych, warto spojrzeć i sobie krytycznie w twarz, a i głębiej, gdyż „niepotrzebnie chować kwas, bo zakwasi najpierw nas“.

Advertisements