Spotkanie z Mateuszem Kijowskim w Markus-Gemeinde 07.09.2016

Organizatorzy: KOD Berlin, Mitte21 projekt POLiTISCH

Opublikowano na fb już kilka dokładnych relacji ze spotkania z Mateuszem Kijowskim, ale ponieważ każdy ma własny punkt widzenia ale też jednocześnie inny rodzaj postrzegania, postanowiłam napisać dziś kilka słów. Najpierw mały wstęp.

Dlaczego Markus-Gemeinde jako miejsce spotkania? Jakiś czas temu Łukasz Szopa zapytał mnie, jako Miejską Szamankę, czy nie mogłabym wyczarować jakiejś sali, w której możnaby nieodpłatnie zorganizować spotkanie. Jak wiadomo, demokracja demokracją a pieniądze pieniędzmi, wcale nie było łatwo Berlińskiemu KODowi znaleźć salę na spotkanie, nawet TAKIE spotkanie. No a ja… jak wiadomo, opiewam w mojej berlińskiej książce Markusplatz i z tego powodu jestem w dobrych stosunkach z lokalną prominencją, czyli pastorostwem z ewangelickiego kościoła Markuskirche. Ale to nie wszystko, bo zaczęło się od Królewny Śnieżki… Jakiś czas temu pastor zorganizował imprezę, na której tradycyjnie odgrywa się zaimprowizowaną bajkę. To znaczy goście odgrywają. Chciałam uciec do jeziora (było niedaleko) ale wciągnięto mnie w zabawę i musiałam przejąć rolę Śnieżki. Przepraszam, że o sobie, ale to ważne, zaraz skończę. Jak już założyłam na siebie białą firanę i kapelusz, wstąpił we mnie aktorski chochlik i …Królewna Śnieżka zaczęła kuleć, jąkać się i garbić. Była zupełnie niepodobna do swojej matki, dyskutowała ze zwierciadłem, że intersuje je wyłącznie zewnętrzne piękno, a po drodze do lasu usiłowała uwieść myśliwego. Rola ta jednoznacznie umocniła przyjaźń z pastorostwem odznaczającym się zdrowym poczuciem humoru. To Niemcy z byłego NRD. Wolfram Burger studiował teologię przed 1989, był zaangażowany w opozycję i zaprzyjaźniony z Ludwikiem Mehlhornem, z którym kiedyś rozwinęli koncept Krzyżowej jako polsko-niemieckiego ośrodka spotkań. Ludwik, jak wiemy,  przejął inicjatywę i doprowadził sprawę do szczęśliwego końca.

A więc ochoczo przystał na propozycję spotkania z Mateuszem Kijowskim w swojej parafii, tym bardziej, jak już może czytaliście, było to miejsce spotkania Bekennende Kirche i Dietricha Bonhoeffera w roku 1935 – odłamu kościoła chroniącego prawa obywateli w Trzeciej Rzeszy. Spotkanie z Mateuszem Kijowskim odbyło się w sali, w której Dietrich Bonhoeffer prowadził zebranie w 1935 roku. We wrześniu zresztą.

Prowadziłam spotkanie (po serdecznym wprowadzeniu Uli Ptak) i musiałam się bardzo koncentrować, mimo to jednak coś do mnie dotarło. Najpierw uczucie (jako Miejsca Szamanka mam trochę inny sposób odbierania rzeczywistości) – a więc silną integralność osobowości Mateusza Kijowskiego. Jakby to Wam wytłumaczyć na ludzki rozum…. Jego dusza jest cała, on nie musi kompensować niedoborów poprzez ego. Tyle wystarczy, więcej nie zdradzę. Nie zapomina nazwać innych osób, które zainicjowały ruch i w każdej wypowiedzi wyraźnie widać, że chodzi mu o sprawę czyli praworządność w dzisiejszej Polsce oraz strategie dla obywatelskiego społeczeństwa przyszłości. Na pytania Kijowski odpowiadał długo i zamaszyście, a Dorota Cygan notowała odpowiedzi bardzo sprytnym systemem notatek, odnośników, strzałek i hieroglifów (podglądałam, pełna podziwu) i bardzo dokładnie oddawała w niemieckim każdą wypowiedź gościa. Publiczność interesowała przyszłość KODu jako ruchu – czy przemieni się w partię (nie, odpowiedział jasno Kijowski), o ewwntualny rozwój ruchów skrajnie prawicowych (Kijowski nie sprawiał wrażenia zaniepokojonego, podkreślał jednak wagę symboli narodowych, takich jak flaga czy rocznice, których nie należy oddawać w ręce ONRu). Mnie zafrapowała koncepcja turkusowej metody organizowania struktur społecznych profesora Bliklego. Niestety, nie było czasu na dokładne wytłumaczenie tej koncepcji.

Mateusz Kijowski podkreślał też, że ruchowi KOD chodzi przede wszystkim o monitoring przestrzegana polskiego prawa – i z strony zachodu czy Unii powinny padać jedynie tego typu wskazówki – przestrzegajcie własnego prawa we własnym państwie. Naczelne zadanie Kijowski widzi także w edukacji. Stąd waga kwestii Trybunału Konstytucyjnego. A ‘propos – na sali znajdował się starszy pan, którego analizą wypadków w Polsce zajmowałam się przez ostatnich kilka dni przed spotkaniem. Emerytowany sędzia, Peter von Feldmann, były przewodniczący Oberverwaltungsgericht, uczący się języka polskiego i analizujący krytycznie wszystkie kroki rządu PiS. Jego tekst „Polen – demokratischer Rechtsstaat in Gefahr” to dokument, który pozwolił mi jako laikowi zrozumieć prawne konsekwencje działań aktualnego rządu.

Po spotkaniu wychodził jako ostatni, podziekował mi za to, iż przeczytałam jego pytanie (nie pamiętam już treści, pamiętam jego charakter pisma, przedwojenny, pochyły w lewo raczej, czytelny choś pisany jakby lekko drżącą ręką) i nieśmiale poszedł za mną i za grupą wybierającą się do restauracji La Focaccia (lokalny Włoch, gdzie z dzieciakami chodzimy na pizzę). Wiecie już, że później przyjechali niespodziewani goście i zrobił się rejwach. Dziewczyny koniecznie chciały mieć zdięcie z  przybyszem i Wojtek Drozdek nie mógł nadążyć z fotografowaniem. Młodszy i przystojniejszy przecież Kijowski nie miał tyle powodzenia.”Kto to jest?” spytał Peter von Feldmann  Kasi Weintraub, siedzącej naprzeciwko. ”Adam Michnik i Jan Tomacz Gross” Odpowiedziała zgodnie z prawdą zresztą. „Misznik, tutaj???” Oczy sędziego zrobiły się ogromne, aby za chwilę wypełnić się łzami.

Jest fotografia, na której Wojtek Drozdek uwiecznił moment, jak siedzę z Adamem. Opowiadam mu właśnie o von Feldmannie i jego analizie. Już za chwilę poznałam obu ze sobą.  Sędzia zaczął prowadzić konwersację w całkiem płynnym polskim, komentując ulubione dziennikarki o trudnych nazwiskach z „szcz”. „Przyślę do pana kogoś na wywiad, musimy to opublikować” powiedział zachwycony rozmówcą „Misznik”.

W innym miejscu przy stole pastor Burger zaczął coś kombinować… „Zdałem sobie sprawę, jak krucha jest nasza demokracja, i tutaj może zdarzyć się wszystko, trzeba mieć się na baczności, może by tak zorganizować…” Zadzwonię jutro”, powiedziałam, już lekko zmęczona.

A tymczasem włoscy kelnerzy ( z Sycylii zresztą) biegali dalej z piwem, panie fotografowały się na tle panów, na Steglitzer Damm zaczęły już gasnąć światła, robiło się ciemno, prawie noc, ale każdy z nas zabrał do domu trochę światła. Być może  nawet… turkusowego…

W nocy śnił mi się Kaczyński. Siedział przed lustrem ubrany jak Dama z Łasiczką, głaszcząc czule kota i pytając: „Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na tym świecie?“ A zwierciadło odpowiada: „Jarku, Jarku,  jesteś super fajny chłop, lecz pokona cię niechybnie KOD“

Dorota Danielewicz

pisarka, publicystka i moderatorka

 

 

 

Advertisements