5. maja 2016 Komitet Obrony Demokracji (KOD) powołał „Koalicję Wolność, Równość, Demokracja“. Celem tej koalicji, jak tłumaczył na swym blogu Mateusz Kijowski (http://mateuszkijowski.natemat.pl/177853,koalicja-wolnosc-rownosc-demokracja),

jest współpraca wszystkich, dla których ważne są podstawowe prawa i wolności. Konieczna jest koordynacja działań. Tylko razem możemy się przeciwstawić niszczeniu Państwa Polskiego.“

i dalej:

ważne są prawa człowieka i obywatela, wolność i równość, porządek prawny oparty na szacunku dla Konstytucji oraz na woli porozumienia.“

Do Koalicji WRD weszły niemal od razu partie „Nowoczesna“, Polskie Stronnictwo Ludowe, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Partia Zieloni, Partia Demokratyczna, Stronnictwo Demokratyczne jak i Stowarzyszenie Inicjatywa Polska oraz stowarzyszenie Dom Wszystkich Polska. Partia „Twój Ruch“ podejmie decyzję we wrześniu na następnym spotkaniu walnym członków.

Gdy spojrzeć na listę partii, rzuca się w oko brak dwóch partii, które są zdecydowanymi przeciwnikami formy rządów uprawianej przez PiS: Platformy Obywatelskiej oraz partii Razem. (Brak w gronie Koalicji WRD partii takich jak Kukiz15 czy KORWiN nie powinien nikogo zaskakiwać).

Brak partii Razem dziwi w mniejszym stopniu. O ile w krytykowaniu rządu jak i partii PiS jest ona niemniej zdecydowana niż sam KOD (przypomnę tylko pikietę przed KPRM czy efektowny pomysł projekcji na budynek z żądaniem publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego), to do KODu nie przyłączała się już od początku demonstracji, i pozostaje w tym konsekwentna. O ile uczestnictwo w akcjach KODu otwarte jest dla każdego członka partii i pozostawione jego osobistej decyzji, o tyle Razem nie chce wtapiać się i „wzbogacać“ bukietu partii i ich sztandarów na demonstracjach, a tym bardziej czynić to w sąsiedztwie ewidentnych politycznie i programowo przeciwników jak PO czy tym bardziej „Nowoczesna“. Część partii skłania się wręcz ku opinii PiSu i sojuszników, że KOD i idący z nimi politycy to „neoliberalny system PO“, „chęć odbicia/utrwalenia byłego systemy“, lub „walka byłych elit o koryto“, choć jest to formułowane w bardziej dyplomatyczny sposób. W każdym razie Razem chce działać inaczej: ich krytyka systemu politycznego (w tym konstytucji?) i oczywiście gospodarczego jest całościowa. Nie chcą więc zasilać mówcami i sztandarami demonstracji KODu, gdyż te są dla nich za krótkowzroczne, nie idą wystarczająco daleko. A Razem nie ma ochoty na „połowiczne” krytykowanie PiSu „tylko za formalia”, jak łamanie konstytucji czy okrajanie wolności obywatelskich. Razem – krytykując PiS, ale i poprzednie ekipy rządowe – chce konsekwentnie iść ku generalnej zmianie całego systemu gospodarczego, społecznego, politycznego Polski (i nie tylko).

Można się z partią Razem ideologicznie zgadzać lub nie, osobiście uważam ich stanowisko – jak wiele ruchów lewicowych, od samego Marksa – za trochę typowe. Pokazują całkiem niezłą analizę aktualnych problemów, lecz prezentowane pomysły na rozwiązania zbyt generalne („ruszenie z posad bryły świata“) lub zupełnie nierealne. Nie mówiąc o fatalnej według mnie strategii, zabójczej nie tyle dla demokracji w Polsce, co dla samej młodej jeszcze partii: Idealistyczna i pryncypialna taktyka dystansu do KODu i odmowa uczestnictwa w protestach KODu, nie mówiąc już o wejściu w Koalicję WRD może skończyć się strategicznie wielką porażką, czyli tym, że „PiS i przyjaciele“, zawężając i demontując system demokratyczny, pożrą małą partię jaką jest Razem w pierwszym rzucie – na śniadanie.

Natomiast niemiłą niespodzianką jest brak w Koalicji WRD Platformy Obywatelskiej, która regularnie uczestniczyła w kodowych protestach. I ta partia zdaje się działać taktycznie. Przywództwo partii, głównie przewodniczący Grzegorz Schetyna, najwyraźniej chce odsunąć się troszkę od KODu – a właściwie od „mocno przyklejonej“ do niego bezpośredniej konkurencji – „Nowoczesnej“. Jest to próba „pokazanie niezależności“, ale też – w konfrontacji z dużo lepiej prezentującymi się liderami „Nowoczesnej“ – uniknie bezpośredniego porównywania. A to dla PO jest niekorzystne, i to nie tylko jako partii, którą wyborcy odsunęli od władzy, ale i partii, która ma wyraźne problemy z prezentacją programowo identyfikującego, wyraźnego wizerunku (o empatii nie wspominając).

Poza tym Schetyna i część PO albo udają, że nie wiedzą o co chodzi, albo – rzeczywiście tego nie wiedzą. Gdyż tłumaczenie wytłumaczenie dlaczego PO nie przystąpiła do Koalicji WRD według rzecznika partii Jana Grabca jest następujące:

Chcemy współpracować z KOD i deklarujemy wsparcie przy organizacji marszy, czy wspólnych przedsięwzięciach politycznych. Jednak z racji tego, że jesteśmy partią z reprezentacją parlamentarną, swoją historią i doświadczeniami zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi uważamy, że ta inicjatywa powinna rozwijać się równolegle“

Uważamy, że jest to dobry pomysł w sensie projektu politycznego. Nie da się jednak w kilkanaście partii będących w parlamencie i poza nim skonstruować czegoś na 3,5 roku przed wyborami“

Tym samym PO przedstawia projekt Koalicji WRD jako koalicję wyborczą, której efektem miałoby być wspólne, silniejsze wejście do Sejmu w wyborach w 2019. I odmawia przystąpienia, które rozumie jako wrzucenia do wspólnego „wyborczego worka”, argumentując to swoją obecnością w parlamencie, jak i troską o pluralizm polityczny („nie da się w kilkanaście partii“).

Platforma broniąc różnorodności programowej partii politycznych i podkreślając wagę opozycji parlamentarnej ma oczywiście rację lecz mija się z ideą Koalicji WRD.

Może wina w tym trochę Mateusza Kijowskiego, iż w swym tekście z jednej strony wspomina o „koordynacji działań“, nie precyzując, o co chodzi, a co ważniejsze – o co nie.

Jeżeli nie zaczniemy podejmować skoordynowanych i wspólnie przemyślanych działań, jeżeli będziemy skupiać się na konkurowaniu i sporach, szybko znikniemy ze sceny.“ (M. Kijowski).

Jednak, już dwa zdania dalej tego samego tekstu Kijowski dodaje:

A ci, którzy nam zaufali, odejdą w przekonaniu, że w świecie polityki nie ma żadnych wartości. Że wszyscy kierują się wyłącznie bieżącym interesem partyjnym czy najbliższym sondażem.“

Nie mówiąc już o tym, że nie tylko sam Kijowski, ale cały KOD podkreśla od zimy nieustannie, że nie tylko nie chce i nie zamierza być partią polityczną, a tym bardziej nie chce brać udziału w wyborach.

Koalicja Wolność, Równość, Demokracja to nie plan „koalicji wyborczej“. To koalicja, by bronić i wzmacniać podstawowe wartości naszego państwa i społeczeństwa: demokrację, państwo prawa, tolerancję, pluralizm, wolność i równość obywateli. Czy aż tak trudno politykom z PO, Razem i Twojego Ruchu się pod nimi podpisać? Są to przecież zawarte w konstytucji filary naszego państwa. Jest to koalicja wartości, nie strategicznych interesów!

Deklaracja poparcia i aktywny udział w tej koalicji, wbrew nie tylko obawom PO, ale i części PSL czy samego środowiska KOD-u, wcale nie oznacza stworzenia „jednego worka partyjno-programowego“. Wręcz przeciwnie – deklarując poparcie dla wspomnianych podstawowych wartości, partie polityczne jak i inne ruchy i organizacje (związki zawodowe, stowarzyszenia), mogą i powinny nadal propagować różne wizje programowe – czy to w sferze gospodarki, czy kultury, czy bezpieczeństwa, czy polityki zagranicznej, a nawet światopoglądowej. Powinny na tej płaszczyźnie ze sobą konkurować – lepszymi programami, nowymi pomysłami, własną strategią dotarcia do wyborcy i przekonania go do siebie. Taka konkurencja programowa między „koalicjantami“ będzie też najlepszą kuźnią programową by stawiać czoła pomysłom PiS-u, które programowo wcale nie zawsze są idiotyczne. Z kolei KOD i Koalicja WRD nie będzie dla jej członków konkurencją – gdyż nie będzie startował w wyborach. Co najwyżej będzie partiom, ich kandydatom i programom patrzał na usta i ręce.

Od apelu Mateusza Kijowskiego minęło ponad 40 dni. Długo, za długo? Nie sądzę. Jestem zdania, iż warto dalej w tym kierunku działać i pomysł propagować. Czy to do zarządów partii i organizacji, czy to na poziomie samorządowym – gdzie KODerzy mogliby do idei i sensu Koalicji przekonywać lokalnych działaczy. Gdyż nie chodzi tu o „grupę szybkiego reagowania”, nie chodzi o 40 czy 120 dni. Chodzi o wartości, które nie mają „daty upływu przydatności do użytku”. To wartości, które w naszym państwie i społeczeństwie są najważniejsze – i których nie pozwolimy sobie odebrać. Gdyż są podstawą do nie tylko „pozostałej polityki“, ale samej demokracji.

Łukasz Szopa

Advertisements