1 czerwca 2016, tego pamiętnego dnia kiedy to Komisja Europejska przyjęła negatywną opiniię w sprawie praworządności w Polsce, miałam okazję uczestniczyć w polsko-niemieckim forum ekonomicznym, które odbyło się w Izbie Rzemieślniczej w Düsseldorfie. Spotkanie odbyło się po południu, tak więc w.w. opinia z takim napięciem oczekiwana i w odniesieniu do której wygłaszano żarliwe mowy o obronie suwerenności była już znana.

Kątem oka rzuciłam na program spotkania i ku mojej konsternacji stwierdziłam, że oprócz przestawicieli polskich i niemieckich kręgów biznesowych, organizacji rzemieślniczych oraz władz kraju związkowego Nadrenii Północnej Westfalii w spotkaniu uczestniczą też przedstawiciele obecnych władz polskich. W zasadzie nie powinno mnie to dziwić, w spotkaniach tego szczebla jest rzeczą zupełnie naturalną, że parlamentarzyści lub też delegaci ministerialni reprezentują nasz kraj. Jednakże z uwagi na tą szczególną datę i mając w pamięci niedawne wystąpienie Pani Premier w Sejmie i jej porywającą mowę o obronie suwerenności przygotowałam się wewnętrznie na wypowiedzi w podobnym stylu. W duchu zadałam sobie pytanie: jak zareagują Niemcy na wzmożoną krytykę Unii Europejskiej i przede wszystkim ich kraju? Czy będzie równie dramatycznie jak 27 maja w naszym Parlamencie? Czy nasi politycy z równą determinacją i odwagą powiedzą w oczy przedstawicielom niemieckich kręgów biznesowych co o nich myślą? Czy będzie coś o drugiej wojnie światowej albo przynajmniej o powstaniu warszawskim?

W toku forum poruszono wiele interesujących tematów, takich jak: szanse rynkowe energii odnawialnych w Polsce, możliwości wspierania inwestycji w Polsce ze strony krajów federalnych, sytuacja rzemiosła w Polsce, optymalne wykorzystanie funduszy unijnych. Dużo uwagi poświęcono możliwościom wprowadzenia w Polsce szkolnictwa dualnego, będącego niemieckim hitem eksportowym w dziedzinie edukacji zawodowej. Atmosfera była bardzo miła, prelegenci nie szczędzili sobie uprzejmości, nasi niemieccy gospodarze zostali nawet zaszczyceni otrzymaniem wyróżnienia z rąk ich polskich kolegów.

Przecierałam oczy i uszy ze zdumienia, musiałam się chyba też parę razy uszczypnąć… Czy ja się aby nie cofnęłam w czasie? I to przynajmniej o rok? Owszem, wcześniej również na tego typu spotkaniach było jak najbardziej miło i profesjonalnie, ale wtedy oficjalne wypowiedzi polskiego rządu nie różniły się tak diametralnie od zachowania jego przedstawicieli. To były dla mnie dwa różne światy: z jednej strony posłanka Pawłowicz wylicza ile to tracimy finansowo pozostając w Unii, z drugiej strony jej koleżanka i kolega z ław sejmowych zastanawiają się nad optymalnym wykorzystaniem funduszy unijnych. Nikt nie wspomniał ani słowem o wydarzeniu, które własnie tego dnia było na czołówkach gazet, czyli o opinii Komisji Europejskiej, a reprezentanci “suwerena” także przemawiali.

Z uwagi na długą drogę powrotną oraz na zapowiadaną tego dnia groźną burzę musiałam opuscić forum tuż po zakończeniu części oficjalnej i niestety nie miałam okazji uczestniczyć w późniejszych rozmowach kuluarowych. W drodze powrotnej cały czas zastanawiałam się nad tym co usłyszałam. Tak jak ciężkie krople deszczu bębniące o mój samochód, pojawiały się w mojej głowie pytania.

Czy ten zły i wykorzystujący nas Niemiec to ta sama osoba którą zachęca się jednak do inwestowania w naszym kraju? Czy członkowie partii rządzącej komunikuja miedzy sobą? Czy istnieje odrębna retoryka dla wyborcy i odrębna dla inwestora? Chcemy być w tej Unii czy jednak nie? Wstaliśmy już z tych kolan czy nie?

Prawdopodobnie nie doczekam się odpowiedzi na moje pytajniki. Jedno jest pewne: inwestorzy z pewnościa zignorują doniesienia lewackich mediów o niewartych uwagi opiniach Komisji Europejskiej i tłumnie ruszą wydawać pieniądze w naszym kraju, oczywiście z wyjątkiem zakupu ziemi, bo tego już nie mogą. Ale to detal.

Małgorzata Burek

02.06.2016

Advertisements