Przypadek Juana Carlosa I

Rok 1975 młody mężczyzna spędza wakacje na swoim ulubionym jachcie. Jest wysoki i przystojny, ma lekko falujące ciemnoblond włosy, jest zamożny i pochodzi z królewskiej rodziny. Ponadto pewien dyktator z braku potomstwa uczynił go swoim następcą w pewnym całkiem sporym jak na Europę kraju. Życie stoi przed nim otworem, dożywotnia kariera jednowładcy, pieniądze, luksus, wino, kobiety i śpiew. Nie inne mniemanie mają o nim jego rodacy. Juan Carlos Bourbon, bo to o nim mowa, dał się poznać udręczonym reżimem Franco Hiszpanom jako playboy i lekkoduch pojawiający się w gazetach w relacjach z wakacji w luksusowych resortach. Ponadto jako oficjalny następca satrapy, był praktycznie przez niego wychowywany od dzieciństwa.

Co zrobilibyście na jego miejscu po śmierci Franco? Co robią następcy dynastii Kimów? Dalej walcem jeżdżą, jak w starym dowcipie. Ale nie nasz bohater. Jak później przyznał, ciężko jest udawać idiotę tyle lat. Będąc w komfortowej sytuacji dziedzica dyktatury zdobył się na niebywałą odwagę i niezwłocznie po śmierci Franco wezwał opozycję na rozmowy, rozpisał wybory i obalił frankizm. W jak niebezpiecznej sytuacji był wtedy, przekonał się po paru latach, gdy odsunięci od władzy wojskowi usiłowali przeprowadzić na szczęście nieudany pucz.

Co ma wspólnego ta historia z aktualnymi wydarzeniami w naszym kraju? Więcej niż nam się wydaje. Wyobraźmy sobie naszego pana Prezydenta w podobnej sytuacji. Czy umacniałby dalej dyktaturę, gdyby Jarosław Kaczyński odszedł w ten lub inny sposób z polityki? Czy zdobyłby się na postawę Juana Carlosa?

Tego typu rozważania snułyśmy podczas naszej ostatniej rozmowy z M.  Podczas gdy moja rozmówczyni skłaniała się raczej ku umiarkowanemu optymizmowi, ja jednak byłam bardzo sceptyczna co od ewentualnej zmiany postawy Prezydenta. Przykład Juana Carlosa pokazuje jednak, że historia może nas zaskoczyć.

Także przynajmniej teoretycznie rozważmy wszystkie faktory i możliwości. Prezydent Duda jest młodym człowiekiem, który już w obecnej chwili unicestwił swoją karierę jako polityk i jako prawnik oraz stoi przed realną groźbą postawienia go przed Trybunałem Stanu. No chyba, że utrzyma się przy władzy dożywotnio czyli tak przez co najmniej 30 lat. Nie ma takiej gwarancji, nawet jeśli hipotetycznie kaczyzm utrzymałby się w Polsce tak długo, co jest raczej nierealistyczne. Nawet jeśli by tak było, to nie ma gwarancji, że on sam pozostanie nietykalny tak długo. Łaska prezesa na pstrym koniu jeździ, a on sam nie może już teraz znieść, że Duda jest praktycznie jedynym człowiekiem w państwie którego on nie może usunąć.

Tak więc przynajmniej teoretycznie gdyby poparcie dla PIS dostatecznie spadło i nie byłoby ryzyka, że ponownie wygrają wybory, prezydent mając do tego kompetencje może rozpisać przedterminowe wybory i uwolnić nas wszystkich od dobrej zmiany. Każdy będzie mu wtedy wdzięczny i nikt nie będzie gderał o jakimś tam Trybunale Stanu. Nieprawdopodobne? Kto wie, spójrzcie na Juana Carlosa. Oby M. miała rację, choć ja osobiście uważam że kolonizacja Marsa w tym roku jest bardziej prawdopodobna niż urzeczywistnienie się tego scenariusza.

Małgorzata Burek

12.06.2016

Advertisements