Polski intelektualista rozpoczyna dzień stwierdzeniem, że wszystko jest tak samo jak zawsze i nic nie można z tym zrobić. Na spotkaniu w Poczdamie, zorganizowanym pod patronatem Adenauer Stiftung słuchałam przez dwie godziny intelektualnych popisów osób wykształconych, rozumiejących procesy społeczne jakie maja aktualnie miejsce w Polsce i osób licytujących się jak źle dzieje się w Polsce i źle się działo przez cały okres po 89 roku.

Pływanie w sosie porażek procesów demokratycznych, jakie miały miejsce za czasów rządów PO, przypominało rozkoszne taplanie się w błocie. Brudno ale swojsko. Lista win poprzednich rządów była długa i nie da się zaprzeczyć, że diagnoza została przeprowadzona zgrabnie i argumenty były racjonalne i zgodne z prawdą.

Z całego spotkania przebijał pesymizm i nastrój rezygnacji bardzo typowy dla polskiej elity intelektualnej, która dowartościowuje się tylko i wyłącznie poprzez negatywną interpretację wydarzeń w myśl zasady kto mądry ten widzi zło i słabość. Już sam fakt używania negatywnej stylistyki i przyjęcia takiej perspektywy nominuje do klubu wiedzących lepiej.

Działalność KODu została naświetlona jako generalnie słaba, bo zbytnio upolityczniona. Kilka razy padło stwierdzenie, że prelegentom są znane osoby, które nie idą z KODem, bo idzie z nim PO i Nowoczesna. Niestety, nie wiadomo czy ci znajomi i ilu z nich poszłoby na demonstrację KODu w ogóle. Ot takie gdybanie przy kawie.

Jak dla mnie nie do przyjęcia były trzy kwestie. Pierwsza, to brak kobiet wśród zaproszonych gości. Duży błąd, został zauważony nie tylko przeze mnie. Druga, to brak działaczy opozycji a tacy są w Berlinie, jest i KOD (my) i są przedstawiciele partii politycznych. Trzecia kwestia ma charakter kulturowy. Dla mnie zupełnie nieakceptowalny jest fakt niezrozumienia, że opowiadają o narodzie, który trzy dni wcześniej urządził największą demonstrację w Europie, przynajmniej w ciągu ostatniego ćwierćwiecza, a jedyne co ja słyszę to biadolenie na temat wad opozycji.

Każdy dziennikarz reprezentujący taki kraj w debacie międzynarodowej puchłby z dumy!  Wyliczałby atuty opozycji i informował o tym oszałamiającym sukcesie. Sukces na zachodzie się bardzo dobrze sprzedaje! Liderzy opozycji staliby w centrum zainteresowania, bo mało kto i mało co jest w stanie poruszyć ludzi na tę skalę gdziekolwiek na świecie. Jesteśmy pierwsi, którzy nie dają się łatwo wcisnąć pod but dyktatury a u naszych intelektualistów od razu włącza się mechanizm wyszukiwania braków. Nie rozumieją, że tak się nie robi na forum publicznym za granicą, bo publiczność nie rozumie tego kodu! Niemcy na spotkaniu byli jedynymi, którzy mówili o Polsce dobrze i z uznaniem! I chciałabym być dobrze zrozumiana, nie chodzi o zakłamywanie rzeczywistości ale o rezygnację z polskich standardów wzbudzania zainteresowania poprzez litość i szukanie współczucia. Zaproszeni goście nie zrozumieli, że mówią o tej części narodu, która dla Europy i wartości demokratycznych właśnie rzeczywiście wstała z kolan!

Polacy nie zapomnieli,że to ulica jest w polityce siłą sprawczą a nie użalanie się nad sobą w miłym towarzystwie osób podobnie myślących. Powiedzmy sobie szczerze, w sobotę na ulicach Berlina było ponad 1800 nazistów i 7.5 tysięcy kontrdemonstrantów. Niemiecka prasa odtrąbiła sukces! Die Zeit napisało o wielkim oporze przeciwko nazistom!

W Warszawie było 250 tysięcy ludzi na ulicach! To jest kompletnie inna kategoria i jakościowo i liczbowo. Oczywiście rozumiem, że skala wnerwienia na sytuacje polityczną jest inna w obu krajach, ale problemy, które mamy my, Niemcy mogą mieć już za chwilę.

Jestem wrogiem jęczenia i użalania się nad sobą. Ja jestem dumna z tego, że ok 40% Polaków jawnie opowiada się przeciwko swojemu rządowi. Wierzę, że jak będziemy mówić jasno i otwarcie, że polityka to my obywatele, to wygramy wszystko.

Polski intelektualista nigdy by nie zabił smoka.

Ula Ptak, Berlin

http://www.kas.de/wf/de/17.67740/

Advertisements