Kilka tygodni temu sformułowałem esej „Dlaczego Polonia miesza się do Polski“ (
https://kodgrupaberlin.wordpress.com/2016/03/15/dlaczego-polonia-miesza-sie-do-polski/), w którym argumentowałem, że Polacy żyjących zagranicą mają nie tylko prawo do „angażowania się w Polskę“, ale wręcz jest to obowiązek.

W niniejszym tekście przechodzę do konkretów, chciałbym opisać i tym samym zaproponować Polakom żyjącym stale lub często poza granicami Polski różne praktyczne formy działalności, których celem byłoby przywrócenie i wzmacnianie demokracji i praworządności w naszym kraju.

1. Protest publiczny i protest prywatny:

Pierwszą i przecież najbardziej naturalną działalnością jest wyrazić to, co czujemy! Nie podoba nam się obecny polski prezydent, nie podoba się polski rząd i jego ustawy, nie podoba się nam większość parlamentarna, nie podoba nam się rozwój kraju, nie chcemy zgodzić się na nieprzestrzeganie konstytucji i sądów, na upadek praworządności, na upadek demokracji, na wzrastającą ksenofobię i nacjonalizm – więc protestujmy!!! Dajmy temu wyraz! Dajmy upust naszym uczuciom – to całkiem zdrowe!

Tym bardziej, jeśli nie działamy samotnie. Szukajmy więc za pomocą internetu (Facebook itp.) grup KOD-u za granicą, a jeśli takich nie ma w pobliżu – innych osób czy grup sprzeciwiających się i krytykujących obecną władzę i sytuację w naszym kraju. Skontaktujmy się z ludźmi, którzy myślą podobnie jak my – by się solidaryzować, rozmawiać, ale i krytycznie dyskutować, gdyż również w pluralizmie nasza siła!

W niektórych większych europejskich miastach istnieją grupy KOD-erów – włączajcie się, pomóżcie im, odwiedzajcie ich demonstracje i projekty! Albo załóżcie KOD w waszym mieście, a choćby i „jednoosobowy“! Może po czasie właśnie ktoś was będzie szukał i znajdzie, i będzie was już dwoje! I więcej. Poza tym, nawet rzadkie, ale nie-internetowe, lecz w rzeczywistości przeżyte spotkania z KOD-erami i inną opozycją są źródłem wielu satysfakcji, siły, motywacji, radości jak również pytań i przemyśleń.

Poza tym, biorąc udział a nawet organizując demonstrację – pokazujemy zarówno Polakom, jak i obywatelom naszego kraju publicznie, że protestujemy! Że nie pozwalamy, nie zgadzamy się na „lepszą zmianę“ Polski. Że chcemy innej Polski – europejskiej, wolnej, otwartej, tolerancyjnej, demokratycznej. Jeśli nie uda się zorganizować większej demonstracji, korzystajmy z okazji jak daty historyczne czy aktualne wydarzenia w kraju, by protestować w przestrzeni publicznej poprzez mniejsze formy: pikiety (małe ale głośne i widoczne! – gwizdki, czerwone kartki itp…), happeningi polityczne (tu nawet wystarczy jedna osoba i happening na 10 minut, do tego zaproszenie dla mediów, i już jest to widocznym znakiem!). Można również włączać się z flagą Polski, flagą UE (albo, najlepiej, obydwiema razem!) i transparentem KOD-u (a choćby i samemu zrobionym!) do innych demonstracji organizowanych w waszej okolicy, których temat odpowiada wartościom KOD-u, jak wolność, równość, poszanowanie państwa prawa, demokracja i tolerancja. Bądźmy widoczni: dla rodaków, z których wielu nie tyle jest „za PiS-em“, co po prostu pasywnie nastawiona. Ale i – i to nasza bardzo ważna rola – dla naszych zagranicznych współobywateli. Niemców, Anglików, Francuzów, Włochów, Islandczyków, Amerykanów – dla każdego, gdziekolwiek żyjemy. Nasza rola to aktywne i trwałe pokazywanie, że jest inna niż ultrakatolicka i pisokratyczna Polska! Są inni Polacy niż Kaczyński, Rydzyk, Macierewicz, czy Korwin-Mikke i Kukiz! I pamiętajmy – każda nasza akcja protestacyjna zagranicą jest widziana, i każda jest podporą i motywacją dla aktywistów i obrońców demokracji w kraju!

Wreszcie, minimum protestu, minimum działalności, minimum „dawania znaku“ – to właśnie znaczek. Znaczek KOD-u. Nie macie? To ściągnijcie sobie z sieci, większość copyshopów zrobi wam kilkanaście egzemplarzy. Kosztuje, wiem. Wpinajcie w klatę (albo w kapelusz czy plecaczek czy w krawat, w bieliznę nie polecam), niech znaczek KOD-u będzie odpowiedzią na „zabroszkowany“ kraj pod rządami premier Szydło!

Znaczek KOD-u to określenie się, również w kręgach prywatnych – waszej rodziny, znajomych, przyjaciół, w pracy czy na treningu. Znaczek KOD-u przez wielu z nich będzie odebrany z dezaprobatą, ale niekoniecznie z agresją. Znaczek KOD-u jednak – właśnie dlatego – będzie często może „otwieraczem“ do czasem trudnej i nawet bolesnej, ale szczerej i zaangażowanej rozmowy o polityce, o naszym kraju, o wartościach, które nami kierują i nas motywują. Nie każda rozmowa w takich prywatnych kręgach coś da, pewnie żadna „od razu“. Ale warto drążyć skałę, warto siać te ziarenka naszych wartości (albo zwątpienia w obecną władzę) wśród innych, wśród rodaków – które może nigdy, a może po latach jakoś jednak zakiełkują. Nie tylko, gdyż właśnie taką długoletnią pracą odniosły „sukces w głowach“ Radio Maryja i Gazeta Polska. Tu warto częściowo, omijając demagogiczne metody, wziąć sobie z nich przykład.

Równocześnie, przy naturalnych w takich sytuacjach emocjach – nie wolno nam się radykalizować się i zwiększać polaryzacji. To z jednej strony, jednak z drugiej strony trzeba jasno i twardo stać przy swoich wartościach. Nie tak ważny „KOD“ czy „PiS“ – bo organizacje zbiorowe i ludzie są zawsze różni, a i KOD ma w sobie „rzeczy złe“, a i PiS ma „rzeczy dobre“. Ważne są wartości i cele. Tu nie może być kompromisów, i to musimy pokazać.

2. Publicity i lobbying. Czyli szkło i wchodzenie:

Wiem, brzmi to nieładnie, ale trzeba – jeśli to potrafimy i mamy okazję. Walić do mediów, do organizacji pozarządowych (NGO), do instytucji, od uczelni, do polityków. Wiem, to nie zawsze fajne. Ale ja też nigdy nie myślałem, że będę regularnie chodził i organizował demonstracje, też to mi zawsze wydawało się „niefajne“, „teatralne“ czy wręcz „prymitywne“. I też tak widziałem aktywację mediów a tym bardziej lobbying – jako brudną, śliską rzecz. Jednak – może trzeba. Przekonany jestem, że trzeba, gdyż jest to droga do celu – a celem jest przywrócenie w Polsce demokracji i praworządności. Nie mówię, że „cel uświęca środki“, nigdy! Ale czasami może warto się trochę zbrudzić, jak przy naprawie roweru czy muszli klozetowej – by jednak efektywnie zadziałać. Jak i na ile – to już każdy musi ocenić w lustrze, spoglądając sobie i oczy i sumienie. Ale warto.

Gdyż przede wszystkim nie wolno nam pozwolić na to, by o Polsce za kilka miesięcy, a może już kilka tygodni (mistrzostwa Europy w piłce nożnej, wakacje…) zapomniano!!! Jak zapomniano na arenie europejskiej, medialnie i politycznie, o Białorusi, o Węgrzech, o Ukrainie ale i o Rosji, jak zapomniano o Egipcie czy Bahrajnie. Nie chcę porównywać sytuacji politycznej i praw człowieka w tych krajach do Polski, nie o to chodzi, lecz chodzi o niestety „naturalny“ mechanizm medialny „zapominania“, „wyczerpania tematu“ – przerywany tylko „jeszcze gorszymi i ekstremalnymi“ newsami, czego ani Polsce, ani ww. krajom nie życzę. Należy więc samemu czy w ramach KOD-owych grup zagranicą działać, informować media, instytucje, polityków, ale i inne organizacje polonijne, należy się z nimi regularnie kontaktować, ba, pytać o współpracę, o ich zdanie, ale i wpływać na nich. Każdy klocek dodany do „masy krytycznej“ coś da, naprawdę! A nieraz okazuje się, że „klocek“ okazał się bardzo ważnym elementem do niezłej medialnej czy politycznej „lawiny“.

W rozmowach i kontaktach – jak wyżej w formach protestu – nie tylko pokazujemy innym, że jest inna Polska i Polacy, co samo w sobie już Polsce pomaga. I to nie będąc radykalni czy dogmatyczni, a rzeczowi bez zagubienia elementu emocji. Za to nas też Polaków cenią! Tylko nie przesadzajmy, gdyż właśnie w ten sposób stajemy się nieoficjalnymi ambasadorami naszego kraju, naszych wartości zagranicą. I niech nasi rozmówcy, przekonani przez nas – czy to korespondenci radiowi czy politycy – działają! W ramach swoich kompetencji i sumienia, ale niech nie pozostają bezczynni.

Wysyłajmy im wiadomości o Polsce i z Polski, często warto to tłumaczyć, choćby jako streszczenie w ich języku. To wiele daje, takie „newslettery“ czy informacje na Facebooku, kto wie, może prześlą to dalej, „wyżej“?

Ale oferujmy się im jako „tłumacze“, tłumacze polskiej rzeczywistości. Oferując im nie tylko „wizję opozycji“, ale i próbując bardziej realnie, obiektywnie opisać sytuację w Polsce, stając się duchowym ale może i praktycznym pośrednikiem między nimi a Polską. I nie bójmy się naszych partnerów, nie „sortujmy“ ich! Czy lewica, czy prawica, czy koncern naftowy czy NGO „od środowiska“ – jeśli interesuje ich Polska, jeśli dzielą nasze podstawowe wartości – nie obawiajmy się, nie wstydźmy się współpracy! Nie czas teraz na „preferencje“ i „ulubieńców“, potrzeba nam sojuszników.

Inna forma publicznego działania na rzecz demokracji w Polsce i „nie zapominania o nas“ – to listy i komentarze. Zarówno listy „czytelnika do gazety“, czy to ponadregionalnej czy lokalnej, one mimo wszystko – jeśli osobiście i rzeczowo, ale nie za długo i nie za „odgórnie“ napisane – często są publikowane. Ale i warto rzucać ciekawe posty na mediach społecznych jak Facebook, warto komentować – czy na Facebooku, Twitterze, czy na forach internetowych – dotyczące Polski i polityki polskiej artykuły. Nie zrażajmy się też „hejterami“ czy „trollami“, i ich mową nienawiści. To ich problem. Z naszej strony, nie zważając na ich komentarze, nierzadko agresywne i obraźliwe, warto choć jeden raz pod danym tematem pozostawić naszą opinię, odmienną. Pozostawić ślad, znak demokracji, tolerancji, pluralizmu. To wbrew pozorom mimo następujących 50 anty-komentarzy (na które nie warto reagować, nie warto tracić czasu i nerwów), nasz „inny“ komentarz będzie jednak przez neutralnych czytelników czytany, właśnie dlatego że jest odmienny. I może wśród tych pasywnych, neutralnych ludzi uda się zasiać jakąś wartościową myśl.

Również w przypadkach innych mediów, jak lokalne stacje radiowe czy telewizyjne, nie miejmy oporów by wchodzić im na wizję. Te „mniejsze“ media często wręcz są zadowolone, że mają w nas jakiś oryginalny punkt programu. Tak, może do „zapełnienia luki“ czy „wypełnienia minimum tekstowego“, ale to nic – łapać kota za ogon i wykorzystać takie szanse! A o większych mediach to już nie wspominam, wiadomo! Tylko pamiętajmy: robimy politykę i nie robimy polityki. Ważny styl, ważne by nie narobić więcej złego niż dobrego – dla kraju, dla demokracji, dla KOD-u. Spokój i wyważenie, ale nie zanudzanie i brnięcie w teorie i monologi. Emocje tak – ale bez szaleństw i przekleństw. Jasna, klarowna wizja – ale nie dogmatyzm, lecz otwartość na dialog i krytykę. Sprawiajmy, by ponownie chciano nas zapraszać do studia, by przychodzili na nasze demonstracje i spotkania!

Właśnie, spotkania. To też dobra szansa, by zaistniał nasz głos. Chodzi nie o „nasze“ spotkania, a spotkania w odniesieniu tematycznym czy jeśli chodzi o gości nawiązujące do Polski, lecz organizowane nie przez nas. A przez inne NGO, instytuty, uczelnie, think-tanki, ambasady. Wbrew pozorom, jeśli zadziałamy na czas, to wcale nie tak trudno się tam zameldować i być przyjętym. I tu podwójna szansa na działanie: stawianiem pytań podczas debaty, ale i potem korzystanie z „części nieoficjalnej“. Podchodźmy do polityków i osobistości, rozmawiajmy z nimi, pokazując nasz znaczek KOD-u i jasno się określając (gdyż czasu może być mało, to smalltalk!), pytając: „Jak Pani/Pani widzi sytuację w Polsce? Jak może Pan/Pani nam pomóc?“. Uprzejmie, lecz bez owijania w bawełnę, bo to dla obu stron strata czasu. A czasu do stracenia nie ma.

3. Networking – czyli spiżarka ideowa i logistyczna na „czarną godzinę“.

Czasu do stracenia nie ma – ale tak myśli i przeciwnik, obojętnie czy to poseł z Żoliborza, czy bojówki ONR-u. Mam nadzieję, że ten punkt „aktywizmu“ nie tylko jest, ale i pozostanie najkrótszy, a oby i nigdy nie został zrealizowany.

Niestety musimy być przygotowani na najgorsze. Właśnie my – zagranicą. Nie dla nas, ale dla rodaków i obywateli, aktywistów demokratycznych w Polsce. Niewykluczone, że powtórzy się może nie 13. grudnia, ale że powtórzą się akcje jak Erdogana w Turcji czy Putina w Rosji odnośnie opozycji. Widoczne i niewidoczne, czyli wprowadzenie – nie oficjalnie, lecz praktycznie tzw. „hybrydowego“ stanu wyjątkowego. Tymczasowe blokady internetowe i inwigilacja, „tymczasowe“ i „ze względu na bezpieczeństwo“ zakazy demonstracji, zastraszanie przez „nieoczekiwane“ ataki na działaczy i mniejszości, utrudnienia dla mediów, „lawina biurokracji“ nad organizacjami pozarządowymi i podobne tricki. To niestety nie science-fiction, to realne niebezpieczeństwo.

Więc przygotujmy się, w nadziei, że nie będziemy potrzebowali z tego skorzystać. Przygotujmy się w formie wiązania kontaktów tu zagranicą, w formie zbierania pomysłów logistycznych, technologicznych, finansowych. Jak w razie „zakneblowania“ naszych przyjaciół w Polsce móc szybko zacząć im efektywnie pomagać.

W pewnym sensie ten punkt sam zrealizuje się, jeśli aktywnie będziemy działać w punktach poprzednich. Już sama nasza akcja, nasze pokazywanie się, ale i rozmowy i współpraca z partnerami w krajach, w których mieszkamy – to już będzie nasz networking, czyli stworzenie sieci „pomocników i sojuszników“. I potem oby nie musielibyśmy z tej „sieci“ korzystać – jak z każdym podpisanym ubezpieczeniem.

Wreszcie, kończąc, jeszcze raz zachęcam do akcji. Do działania, i to nie tylko „internetowego“. Każde nasze „wyjście“, każdy kontakt – to też satysfakcja dla nas. Zobaczycie, jak wielu jednak Polaków, ale i obywateli naszych krajów – nam sprzyja. Jest nam przyjazna, stara się nas zrozumieć, nierzadko pomóc. To właśnie jest solidarność. Idea „Solidarności“ z lat 80-tych w pewnym sensie rzeczywiście wpłynęła na Europę. I teraz nierzadko, ledwie wspominamy, że „angażujemy się w Polskę, wolność i demokrację“ – Europejczycy nie tylko myślą „Solidarność“, ale i ją pokazują. I czy nie jest pięknie spotykać się na ulicach, w akcji, na dyskusjach, wspólnie malować sztandary, wymyślać hasła, spacerować, śpiewać, tańczyć, rozmawiać, patrzeć sobie w twarz, w oczy, czy na zimie, czy na słońcu? NA ŻYWO. I to jest właśnie to, do czego dążymy – solidarne i demokratyczne społeczeństwo obywatelskie.

 

Łukasz Szopa

 

Advertisements