W niedzielę, 20-go marca 2016, miałem okazję wziąć udział w zorganizowanym przez KOD Opole spotkaniu otwartym z członkami zarządu KOD-u, Mateuszem Kijowskim i Jarkiem Marciniakiem. Dowiedziawszy się o tym przypadkiem, pomyślałem by wpaść przejazdem na to spotkanie wracając do Berlina z weekendowej wizyty da Górnym Śląsku. Chciałem oczywiście poznać osobiście Kijowskiego i Marciniaka, jak również działaczy z Opola, ponadto ciekawiły mnie tematy tego panelu z aktywistami KOD-u i obywatelami.

Kijowskiego i Marciniaka spotkałem jeszcze przed spotkaniem, siedzieli czekając w kawiarence obok sali. Przywitałem się jako „Łukasz Szopa, z KOD-u Berlin, przejazdem“, ale że akurat mieli dawać wywiad, dałem im póki co spokój. Lecz właśnie spokój, opanowanie, równowaga to coś co od razu rzuciło mi się w oczy. Nie tylko u Mateusza Kijowskiego, który nota bene wcale nie ma aury jakiegoś „guru“ czy „charyzmatycznego“ przywódcy, ale też u Jarka Marciniaka. Widać już samo częste przebywanie z Kijowskim „zaraża“ spokojem.

Potem spotkanie. Pełna sala, około 200 osób, dużo opolskich KOD-erów, dużo „innych obywateli“, atmosfera lekko napięta, w oczekiwaniu, ale i przyjazna, niemalże rodzinna, jak to na spotkaniach naszych niemieckich KOD-ów. Z tym, że w Polsce jakby – odwrotnie niż w Niemczech – przewaga płci męskiej (na „scenie“ to ogólnie 100%). Ja i tak od dłuższego czasu się zastanawiam, dlaczego my w Niemczech mamy taką przewagę aktywnych pań, a panowie raczej w mniejszości… Nie żebym na to narzekał… Ale to inny temat.

Spotkanie rozpoczęło się od krótkiego referatu M. Kijowskiego o KOD-zie, o początkach, ale i o stanie obecnym, również o planowanych projektach na przyszłość bliższą i dalszą (zbieranie podpisów pod projekt ustawy o TK, projekt „Przestrzeń Wolności“). Kijowski od początku zaznaczył, że sytuacja w kraju to rezultat wolnych i demokratycznych wyborów, że sami sobie ten los zgotowaliśmy, i że sami teraz musimy sobie z tym poradzić. Z tym się osobiście zgadzam, nie wchodząc w to, kto i jak i czy głosował. Jesteśmy jednym krajem, jednym społeczeństwem, i mamy wspólny los – i teraz problemy.

Jarek Marciniak z kolei opowiedział o niedawno opublikowanym programie KOD-u (a właściwie projekcie programu), z prośbą o przysyłanie uwag, pomysłów, krytyki. Podkreślił, że zależy nam wszystkim na państwie prawa, i że nie zgadzamy się na polaryzację i na dzielenie Polaków na „lepsze“ i „gorsze“ sorty.

Następnie ruszyła seria pytań ze strony publiczności. I tutaj byłem zafascynowany zarówno jakością i głębią, jak i stopniem krytyki wielu pytających. Postaram się to ułożyć w bloki tematyczne, omijając chronologię pytań.

Zarzuty

Zaczęło się od lidera lokalnych Młodych Narodowców, który pytaniami o alimenty, pieniądze od Sorosa, czy zarzutami o „podżeganie młodzieży do obrażania prezydenta“ i podobne próbował „zaatakować“ KOD. Odpowiedział mu dość spokojnie Marciniak, i pan się trochę uspokoił.

Cele polityczne i przyszłość KOD-u

Z sali pytano o cele polityczne KOD-u, głownie, dlaczego KOD nie zamierza przekształcić się w partię polityczną, czy – jak krytycznie powiedział jeden z byłych oficerów wojska – „strategicznie“ przynajmniej zostawić sobie „otwartą furtkę“ do ewentualnego późniejszego startu w wyborach jako „ruch obywatelski“.

Kijowski jak wiele razy powiedział, że przekształcając się w partię, KOD straciłby efekt obywatelskości. Wyraźnie zaprzeczył również tej opcji, widząc KOD w roli z jednej strony mediatora między partiami politycznymi, z drugiej jako „instytucję kontroli“ organów państwowych, głównie jeśli chodzi o kwestię ustroju państwa i demokratyczności.

Dlatego też dodał, że KOD nie wchodzi w kwestie czysto politycznie jak „500 złotych dla dziecka“ czy podobne, gdyż tym powinny się zajmować partie polityczne, to ich „poletko“.

Było również ciekawe pytanie o współpracę i wymianę doświadczeń z opozycją węgierską – tu jest „coś“ planowane na 3-go maja, odparł Marciniak, jakaś wspólna deklaracja a może i demonstracja.

Poza tym Kijowski wspomniał też o idei „nowego Okrągłego Stołu“, który zainicjowałby KOD, zapraszając do niego wszystkie demokratyczne opcje polityczne w Polsce. Dodał jednak, że obecnie jeszcze nie czas na takie inicjatywy, niestety. „To rzeczywiście polski sposób rozwiązywania problemów. Ale to chyba jeszcze nie ten moment. Do tanga trzeba dwojga. PiS jest teraz w tryumfalnym pochodzie i nie chce rozmawiać.“

Niektórzy z sali zastrzegli jednak, że nie tylko nie czas, ale wręcz przeciwnie, obawiają się, iż PiS i rząd wkrótce jeszcze bardziej przejdą do ataku na KOD, koncentrując się nie na słabej i skłóconej opozycji partii politycznych, ale właśnie na KOD-zie. Tym bardziej po planowanym na czerwiec zjeździe stowarzyszenia, gdzie ma być zatwierdzony program i wybrany zarząd. Szczególnie, że KOD był i jest czymś, z czy Jarosław Kaczyński nie może sobie poradzić. Liczył się z tym, że zgniecie skłócone partie, że „zjednoczy naród“ pod swoją egidą, „a tu nagle taki KOD wyskoczył mu jak królik z kapelusza“ – wbrew wszelkim planom i koncepcjom. Stąd bierze się teraz ta agresja, ta złość, te epitety na KOD i jego zwolenników, gdyż oni są dla prezesa „nieobliczalni“, „nieobliczalna“ może być też „zemsta“ – podnosiły się głosy z sali.

Bardzo ważnym wystąpieniem był komentarz Romana Kirsteina, lidera pierwszej „Solidarności“:

Kaczyński stara się marginalizować KOD, między innymi mówiąc, że dominują tam osoby wiekowe. Robi to, ponieważ osoby takie jak ja są dla niego wyrzutem sumienia. Uważam, że Kaczyński zdradził „Solidarność“ i teraz jest mu wstyd! PiS powołuje się w swojej narracji, że to naród jest suwerenem, że to obywatele go wybrali. I dlatego tak bardzo boli ich to, że ludzie wychodzą na ulice. Dlatego ważnym jest, byśmy rośli w siłę, bowiem w ten sposób będziemy mocniejsi, niż jakakolwiek partia polityczna.“

Metody działania KOD-u

Tu pojawiło związane z powyższymi wypowiedziami pytanie z sali, według mnie bardzo istotne, czy KOD powinien krytykować rząd totalnie. Czy powinien być opozycją totalną krytykującą za cokolwiek, czy też merytorycznie jedynie za rzeczy istotne (TK, media, służba cywilna itp.) a może nawet powinien pozytywnie oceniać to, co wydaje się dobrym posunięciem rządu – jak na przykład darmowe leki dla osób starszych i biedniejszych – to ma wielki efekt, a budżet niewiele obciąża.

Równocześnie pojawiły się głosy podkreślające wagę pokojowych, nieradykalnych i nieagresywnych metod i sposobu działania KOD-u, mówiące, że to jest właśnie wartością KOD-u, że to właśnie pokojowo protestujące, życzliwe i uśmiechnięte twarze przyciągają ludzi do KOD-u, do idei działania obywatelskiego. To właśnie różni nas od zwaśnionych i ziejących agresją partii.

Pewna pani, mówiąc emocjonująco niemalże jak nasza Ania Patane, wyraźnie powiedziała, jak ważny jest dialog, a jak złe próby dzielenia nas, Polaków. „Dialog między wszystkimi – tak! Nawet z tym panem tu od narodowców, trzeba rozmawiać! Bo Polskę mamy jedną!“ Dodała również bardzo trafnie, że nie podoba jej się, gdy my jako KOD mówimy o „wrogach“, o „walce“. Że lepiej mówić o „innych obywatelach“, a zamiast o „walce“ – o PRACY nad demokracją i wolnym społeczeństwem.

Osobiście też zabrałem głos, mówiąc, że bardzo cenię osoby i wiele wypowiedzi Jacka Parola i Andrzeja Miszka, ale że nie zgadzam się z tak mocną formą radykalizacji metod protestu – nie tylko w chwili obecnej. Wspomniałem o moich doświadczeniach z walką z reżimami na Bałkanach, gdzie rządzili przestępcy jak Milosevic i Tudjman: „Żadna pikieta, żadna głodówka nic nigdy nie dała. Dały coś regularne, choć czasami malutkie, demonstracja. Dały publikacje, rozmowy, próby dialogu, czasami półlegalne akcje artystyczne. Ale była to długoletnia praca.“ Podkreśliłem też, że to może optymizm, wychodzić z założenia, że „pozbędziemy się PIS-u już po następnych wyborach“. Gdyż nawet jeśli nie zmienią ordynacji, to nie oznacza to, że je przegrają. Potrzebujemy więc, jak maratończyk, dobrej strategii ale i kondycji.

Ocena KOD-u przez Kościół i innych krytyków

Ważnym głosem, nie tyle z pytaniem co z komentarzem, był jeden pan, który określił się jako wierzący, jako katolik, i nie mógł pojąć, jak Kościół może tak atakować zwolenników KOD-u jako „niekatolickich“. Tu Kijowski zastrzegł, że to prawda, jednak że są w Kościele również osoby sprzyjające KOD-owi, lecz nie bardzo mają odwagę „pokazać się“. „Nie jest tak, że wszyscy duchowni są przeciw nam. Nie widzimy w Kościele wroga. Bardziej niepokojącym jest dla mnie to, że Kościół milczy w sytuacji, gdy niszczona jest polska państwowość“.

Wróciło oczywiście i pytanie znane: Dlaczego nie protestowaliście wcześniej? Na to Kijowski przytoczył według mnie trafną opowieść o żabie:

Nie twierdzę, że wcześniej było dobrze. Ale dopiero teraz władza posuwa się do niszczenia podstaw ustrojowych państwa. Blokując Trybunał Konstytucyjny obecna władza może wprowadzać antyobywatelskie zmiany. To trochę jak z gotowaniem żaby. Gdy wrzuci się do wrzątku, to wyskakuje. Ale jeśli włożyć ją do zimnej wody i powoli podgrzewać, to da się ją ugotować. Poprzednie partie wkładały nas do zimnej wody i gotowały powoli, PiS wrzucił nas do wrzątku, stąd gwałtowna reakcja“

Kwestie praktyczne:

Były również pytania praktyczne, jak o to finasowanie KOD-u. Tu Marciniak wspomniał o bardzo efektywnych zbiórkach do skarbonek, ale że jest również możliwość przekazywania pieniędzy na konto KOD-u.

Tematem był oczywiście też rozwój jako stowarzyszenia. To znaczy z jednej strony dopracowanie programu, z drugiej przygotowanie do zjazdu stowarzyszenia w czerwcu, który ma wybrać zarząd i ww. program zatwierdzić. Nie było dla mnie jednak do końca jasne, kto i według jakiego klucza ma być delegatem na zjazd – z regionów, z grup, itp.? Tu według mnie potrzebna jest większa jasność, bardziej klarowne przygotowanie i komunikacja między „centralą“, „regionami“ i „szeregowymi działaczami“.

Ciekawym swego rodzaju wystąpieniem była prośba jednego młodego Opolanina, który współtworzy „Młodzieżówkę KOD-u“, o „pomoc i wytyczne z centrali“. Tu Kijowski z jednej strony zapewnił poparcie i pomoc, głownie ideową i organizacyjną. Zaznaczył jednak, że „centrala“ nie jest od tego, by dawać „wytyczne“, a że cechą KOD-u jest i powinno być to, aby działacze lokalnie, oddolnie, pokazywali inicjatywę, podawali pomysły i wymyślali projekty, które „centrala“ co najwyżej będzie wspierać, koordynować lub przejmować na większą skalę.

Zakończenie i rozmowy na luzie

Po zakończeniu serii pytań i odpowiedzi spotkanie oficjalnie zakończyło się, i była to chwila by „na luzie“ porozmawiać z uczestnikami. Skorzystałem z okazji na kilka krótkich rozmów z działaczami z Opola (między innymi o jakości opon mojego samochodu w drodze do Berlina…), po czym rozmawiałem dłużej z Jarkiem Marciniakiem. Po pierwsze, gdyż Kijowski był trochę oblegany przez fanów „do selfie z Mateuszem“, a po drugie, gdyż interesowały mnie kwestie organizacyjne „centrala – Polonia“. A tak czy inaczej uważam, że zawsze dobrze się przedstawić i nawiązać osobiste kontakty – czyli żywy dialog.

Miło było usłyszeć, że zarząd KOD-u jak najbardziej jest poinformowany o tym, kim jesteśmy, co robimy, i co już zrobiliśmy. Wiedzą, że jako Niemcy jesteśmy najważniejszą „na Polonii“ grupą, i że mocno działamy. Może i za mocno, bo niektóre projekty niezbyt im się podobały z uwagi na brak dogadania się „z centralą“, jak na przykład wydrukowanie listu do premier Szydło na „kodowym papierze“. Z drugiej strony Marciniak bardzo docenił nasze demonstracje, zarówno liczebność uczestników jak i ich przeprowadzenie (ale nie wiem, czy chodziło mu o dobrą oprawę medialną, czy też oryginalność jak „Oko PreZeSa“ czy „Dialog z Szydło“.

Dodałem, że oprócz Berlina mamy dość mocny zespół w Kolonii.

Powiedziałem jednak, że czasem trudno „na czas“ „dogadać się z centralą“, a ludzie chcą działać, że też ich rozumiem, że wolą spokojniej działać, kontrolować kto co robi i mówi w imieniu KOD-u. I dobrze, że się teraz trochę znamy, i powinniśmy lepiej komunikować, a nie stać sobie w drodze i w braku zaufania.

Nie miałem wrażenia, jakby „centrala“ chciała nas (jak to miało miejsce z demonstracją 9.1.2016) „hamować“ i za bardzo kontrolować. Raczej, że sami są tak zagłębieni w organizację i kwestie „wewnątrzkrajowe“, że działania Polonii pozostają dla nich na marginesie – aż coś nie okaże się „widoczne“, i potem to dla nich fajna lub mniej fajna niespodzianka.

Poruszyliśmy w związku z tym też kwestię, że o ile – jak ten pan z „Młodzieżówki“ – wiele osób i ośrodków w Polsce jeszcze często jest przyzwyczajone do „wytycznych z centrali“, o tyle „KOD-erzy“ zagranicą są jednak bardziej „samorządni“, działają chętnie na własną rękę, niekoniecznie czekając na „info z Warszawy“, dodałem, że to jednak mimo wszystko plus.

Rozmawialiśmy też trochę o ewentualnych posunięciach KOD-u na forum Unii Europejskiej (Parlament, Komisja), i na ile możemy pomóc „centrali“ w kontaktach z politykami niemieckimi, jak posłami do Bundestagu czy innymi osobistościami.

W końcu zaprosiłem zarząd do Berlina, na następny większy planowany przez nas „event“ – 27 rocznicę wyborów 4-go czerwca, w tym „Berliński Okrągły Stół“ i „Wybory“. Nie sądzę, żeby mieli czas przyjechać, więc pewnie spotkamy się i tak wcześniej w Warszawie na demonstracji 3-go maja.

Przed odjazdem pożegnałem się jeszcze raz osobiście z Mateuszem Kijowskim (nadal nie mam selfie…), uścisnąłem mu dłoń życząc szerokiej drogi, gdyż wracał do Warszawy, czego i on mi życzył z prośbą, by pozdrowić „Berlińczyków“. Niniejszym robię to tradycyjnie wychodząc trochę poza „wytyczne“ zarządu, i rozszerzając te pozdrowienia na cały niemiecki KOD.

Myślę, że bardzo warto było zainwestować te dwie-trzy godziny w drodze powrotnej do Berlina. Warto było wziąć udział w tak treściwej, ale i emocjonalnej dyskusji wśród KOD-erów z Opola. Wiele się nauczyłem, zarówno o tym, jak myśli „zarząd“, ale i jaki „Stimmung“ panuje wśród „bazy“. Uważam, z doświadczenia, że parę godzin na żywo i parę rozmów daje dużo więcej niż kilkaset napisanych/przeczytanych facebookowych postów i kilkadziesiąt maili. Szybciej poznajemy się, łamiemy uprzedzenie, budujemy zrozumienie i zaufanie. To najlepsza komunikacja, niestety nie zawsze możliwa. To samo widzę w naszej „berlińskiej“ grupie, to samo dało mi tylko kilkugodzinne odwiedzenie KOD-erek i KOD-erów w Kolonii.

Advertisements