Nie będę powtarzał pytania, „czyja jest Polska“, ani „gdzie jest Polska“, a na pewno nie kwestii „kto jest Polakiem“.

Chcę jednak zareagować na opinie osób w Polsce, które nam, ludziom mieszkającym poza granicami Polski, zarzucają, że się „mieszamy“. Twierdzą, że mieszkając „poza krajem“, „za granicą“, „na obczyźnie“ – nie mamy nie tylko pojęcia, ale i prawa – nawet mając pojęcie? – wypowiadać się i działać, a więc odnosić się do tego, co obecnie politycznie i społecznie trzęsie całą Polską.

Po pierwsze, nie żyjemy w wieku XIX czy XX, kiedy wyjazd z kraju oznaczał emigrację, praktycznie mocny i często niepowracalny dystans od Polski – jako państwa, jako miejsca. Może niektórzy tego nie zauważyli, ale Mur Berliński i Żelazna Kurtyna dawno padły (choć niektórzy ją znów budują…). Europa się zjednoczyła, świat stał się otwarty. W praktyce oznacza to zmianę definicji słowa „emigracja“. Teraz to już tylko „pobyt“ w innym kraju, w innym mieście. Czy „tymczasowy“ czy „stały“ – to każdy definiuje dla siebie osobiście. Większość z nas, obojętnie, czy opuściła Polskę 33, 13 czy 3 lata temu – regularnie odwiedza Polskę. Jest połączona z Polską nie tylko duchem, sercem i sentymentem, ale również płucami, rękami i nogami. Niektórzy z nas jeżdżą do kraju i bywają tam raz do roku, ale na kilka tygodni. Inni telefonują co wieczór, oglądają polskie media, czytają polskie portale. Jeszcze inni jeżdżą do Polski na krótko, na dwa-trzy dni albo na weekend, ale za to niemalże co tydzień. Mamy w Polsce domy, mieszkania, ogródki, mamy rodziny, przyjaciół, pracę. Nie ma już jakiejś jasnej granicy „emigracja“ – „kraj“. I dobrze!

Po drugie, my jak najbardziej wiemy, co się dzieje w Polsce. Nie tylko dzięki wyżej wymienionej formie życia i komunikacji, ale dzięki temu, że jesteśmy osobami myślącymi i odczuwającymi. Polska nas interesuje, fascynuje, martwi, cieszy, śmieszy, boli, rozczula, uczy, dodaje sił ale i je zabiera. Niejedna Polka żyjąca głównie poza granicami RP więcej wie o Polsce niż ten czy ów jej obywatel, mieszkający fizycznie w kraju, ale spędzający głownie czas z piwkiem na kanapie, oglądając sport w TV. Niejeden Polak, głównie poza krajem, płaci efektywnie więcej podatków do polskiego fiskusa niż jego wyżej wymieniony „kolega“. Niejedno polskie dziecko chodzące co dzień do szkoły w Niemczech czy Anglii zna lepiej trasy górskie w Karkonoszach i polskie zamki, niż – niestety – wielu jego rówieśników z Łodzi czy Bydgoszczy. To nie zarzuty, to odparcie zarzutów o „niepolskość geograficzną“.

Po trzecie, to, co dzieje się w Polsce, jak najbardziej nas dotyczy! Czy teraz, czy 10 lat temu, czy 27 lat temu. Nie tylko dlatego, że często z tą Polską jesteśmy związani, często tam jeździmy i mamy rodziny, przyjaciół, biznesy, groby. Ale wielu z nas, tu, „na obczyźnie“, coraz częściej myśli (myślało?…) o tym, by wcześniej czy później wrócić do kraju. Na stałe. Albo i – właśnie nie „na stałe“, a by przenieść do kraju swoje „główne miejsce pobytu“. Gdyż granice mają pozostać otwarte, gdyż czujemy się w domu nie tylko w Niemczech czy Polsce, ale w Europie.

I to następna sprawa. Nie tylko jesteśmy Polakami, ale i Europejczykami. Jesteśmy Polakami jeśli się za takich uważamy, a nie z uwagi na paszport. Podobnie zresztą widzę osoby aktywne w Klubach Gazety Polskiej, aktywne w trosce o Polskę. Choć się często z nimi nie zgadzam, to nigdy nie zarzuciłbym żadnej z tych osób, że mieszkając w Berlinie nie ma pojęcia o Polsce, że mając niemieckie obywatelstwo nie ma prawa się wypowiadać. Nie wspominając o tym, że nikogo nie obrzucałbym oszczerstwami jak „Zdrajcy!“

Nikt nie odbierze nam naszej polskości, najwyżej my sami, jeśli się od Polski oddalimy. Nikt nie odbierze nam naszych obywatelskich praw, ale i obowiązków. I obowiązkiem nas, jako Polaków, jako Eurpejczyków, jest interesować się tym, co dzieje się w Polsce politycznie i społecznie. Ale i w Europie. Podobnie cieszę się z każdego obywatela Europy, obojętnie jaki ma paszport, jakim językiem najchętniej się posługuje i gdzie zarabia na życie i po jakich górach lubi chodzić – że interesuje się i angażuje obywatelsko w Polskę. Tacy ludzie są bardziej Polakami, niż sfrustrowani i zadufani, głownie internetowi ale nie tylko, „polscy patrioci“.

 

Łukasz Szopa

 

Advertisements