MyWy_v3_small

Projekt:

BEZ GRANIC: my / wir

W tym roku mija 25 lat od momentu podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie między Polską a Niemcami. Okrągła rocznica skłania do przemyśleń a nawet podsumowań. Przez ten czas każdy z nas zdobył swoje własne doświadczenia, poznał lepiej lub gorzej sąsiadów zza Odry. Nasze osobiste przeżycia tworzą historię, kolejny rozdział w długich i niezwykłych relacjach polsko-niemieckich.

W projekcie „Bez granic: my / wir“ zwracamy się do Polaków mieszkających w Niemczech i Niemców mieszkających w Polsce. Chcielibyśmy dowiedzieć się, jak relacje polsko-niemieckie wpłynęły na Wasze życie, czego się nauczyliście, co zyskaliście, a co straciliście? Każde doświadczenie nas wzbogaca – uczymy się więcej o sobie, naszej kulturze i naszych sąsiadach.

Napiszcie dla nas! Opiszcie swoje doświadczenia, przygody i refleksje związane z życiem w obu krajach. Długość tekstu – maksymalnie pół strony A4, dołączcie też swoje zdjęcie. 

Wasze i nasze relacje o relacjach polsko-niemieckich publikowane będą na naszym blogu kodgrupaberlin.wordpress.com. Natomiast 17 czerwca 2016 w Berlinie zaprezentowane zostaną publicznie w ramach obchodów podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie między Polską a Niemcami. Projekt będzie trwał do końca roku.

Projekt: Urszula Ptak

Piszcie na adres: vogelu@icloud.com

Ohne Grenzen: my / wir

Vor exakt 25 Jahren wurde der deutsch-polnische Nachbarschaftsvertrag unterzeichnet. Der runde Jahrestag regt zum Nachdenken an. Jede(r) von uns sammelte während dieser Zeit Erfahrungen, lernte die Nachbarn vom anderen Oderufer kennen. Aus unseren persönlichen Erfahrungen entsteht Geschichte – das nächste Kapitel in der langen Folge der wechselvollen deutsch-polnischen Beziehungen.

Das Projekt „Ohne Grenzen: my / wir“ richtet sich an die in Deutschland lebenden Polen sowie an Deutsche, die in Polen leben. Wir würden gern erfahren, wie deutsch-polnische Relationen euer Leben beeinflussten, was ihr gelernt, gewonnen, verloren habt. Jede Erfahrung ist eine Bereicherung – wir lernen Neues über uns, über unsere Kultur und über unsere Nachbarn.

Schreibt für uns. Schreibt eure Erfahrungen, Erlebnisse und Erinnerungen auf, die mit Beziehungen zwischen Deutschland und Polen zu tun haben. Maximale Länge: eine halbe DinA4-Seite. Ihr könnt auch gern Fotos und eine Kurzbiografie hinzufügen.

Eure und unsere Berichte zu deutsch-polnischen Beziehungen werden in unserem Blog kodgrupaberlin.wordpress.com publiziert und am 17. Juni 2016 im Rahmen der Feierlichkeiten zum 25. Jubiläum der Unterzeichnung des deutsch-polnischen Nachbarschaftsvertrags in Berlin öffentlich präsentiert. Das Projekt wird bis zum Ende des Kalenderjahres fortgesetzt.

Projekt: Urszula Ptak

Mail: vogelu@icloud.com

(tłumaczenia/Übersetzungen: Elzbieta Jagiello, Dorota Cygan, Ewa Maria Slaska)


Karin. Womit hat es begonnen, dieses My/Wir? 

Mit der Lektüre polnischer Literatur in der Übersetzung von Karl Dedecius? (interessant)

Der Polnischen Plakatkunst in den 60er bis 90er Jahre? (scharf und geistreich)

Der polnischen Putzfrau, die versuchte, uns die ersten Grundbegriffe des Polnischen beizubringen? (zu schwer und fremd)

Mit der Partnerschaft zwischen zwei Bildungseinrichtungen in Berlin und Posen ab 1990?

Ja, hier ist ein Anfangs- und Ausgangspunkt.

Während des Austausches wurde englisch, deutsch und französisch gesprochen. Niemals polnisch, denn das konnte keiner von uns Deutschen. Die deutschen Vorträge wurden von polnischen Schülern selbst in ihre Vatersprache übersetzt. Dafür haben sie in Polen, die polnischen Vorträge für uns ins deutsche übersetzt!! Und das 100km von der deutsch-polnischen Grenze entfernt.( irgendwie beschämend fand ich das  damals)

Dann kam eine Besichtigung des Schlosses Rogalin bei Posen mit einer guten Führung (natürlich auf deutsch), herrlichen Gemälden, die Parkanlage und ….und ein faszinierender Bericht über das Leben von Edward Bernard Raczyński: polnischer Gesandter beim Völkerbund in Genf, bis 1941 Botschafter in London, Außenminister der polnischen Exilregierung in London, nach dem 2. Weltkrieg in leitenden Funktionen in politischen Emigrantenkreisen, schließlich  von 1979 bis 1986 Staatspräsident von Polen im Exil, Übersetzer persischer Dichtung. (eine unglaubliche Biografie)

Eine von diesen unglaublichen Biografien polnischer Menschen, die in die Mühlen der Geschichte gerieten und nicht tatenlos blieben.

Ich wollte mehr über das Leben von  Edward Bernard Raczyński nachlesen; es gab eine Biografie, in englisch – vergriffen; und auf polnisch………Pech! Kann ich nicht!

Jahre später begann ich mit und bei Ula polnisch zu lernen (Ziel spätestens in einem Jahr polnische Bücher im Original zu lesen (jeder weiss es:  hähähä!); dann Arbeit als

Ehrenamtlerin in Polen in einer Behindertenwerkstatt, in einer Schule, für eine protestantische Kirche, in einer bekannten Einrichtung für die Europäische Verständigung, nicht nur einmal, sondern immer wieder ………dazu Seminare, Reisen. Die Menschen, mit ihrer Herzlichkeit, die Landschaften, die Geschichte und die Kulturen beider Länder, so unterschiedlich und gleichzeitig so nah.

Nun, heute lese ich polnische Literatur. Viele, die mich kennen, verfolgen, was in Polen und mit Polen geschieht, wir diskutieren darüber, Polen ist uns ein Nachbar geworden.

Eigentlich begann alles mit einer Biografie, die ich bis heute nicht gelesen habe.KPZ 21.04.2016

 

 

Michał: W tym roku mija 25 lat od podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy polsko-niemieckiej. Większość tego czasu spędziłem w Niemczech. Mam wielu niemieckich przyjaciół, także moja żona jest Niemką. Jestem kompozytorem, muzyka nie zna granic i jest językiem, który rozumiemy wszyscy. Wierzę, że Polacy i Niemcy mogą zawsze się porozumieć.

Michał: Gerade vergehen 25 Jahre seit der Unterzeichnung des Deutsch-Polnischen Nachbarschaftsvertrags. Die meisten dieser Jahre verbrachte ich in Deutschland. Ich habe viele deutsche Freunde, auch meine Frau ist Deutsche. Vom Beruf bin ich Komponist. Musik kennt keine Grenzen, sie ist eine Sprache, die wir alle verstehen. Ich glaube fest daran, dass Polen und Deutsche sich immer miteinander verständigen können.

 

Marzanna: Mając 19 lat, pod koniec lat 80tych, z wielkim plecakiem, przekroczyłam granice – wtedy jeszcze NRD/RFN. Miły pracownik służby granicznej RFNu zapytał się, na jak długo do Niemiec przyjechałam. Moja odpowiedź: 2-3 tygodnie. Uśmiechnięty pan popatrzył na mój plecak i powiedział: nie wierze – witamy w Republice Federalnej Niemiec….

Pierwszy raz wychodząc do Kassel czułam się jak bym z prowincji przyjechała, pomimo że pochodzę z jednego z największych miast w Polsce. Ja znalazłam się w innym świecie, który najpierw musiałam poznać – jego zalety i jego wady – bo gdzie jest słońce, jest także cień. Przyjechałam sama bez rodziny, bez przyjaciół, ale z niesamowitą wolą żyć wolno, demokratycznie i z respektem. Teraz upłyneło już prawie 30 lat od momentu przekroczenia granicy. Przez wszystkie te lata życie układało się normalnie, raz lepiej raz gorzej, tak jak u wszystkich ludzi na świecie. Poznałam wielu ludzi, przedewszystkim Niemców, którzy mi bardzo pomogli i do dzisiaj są w gronie moich przyjaciół. Polska jest dla mnie krajem, w którym się urodziałm i wychowałam, gdzie moi rodzice i kilku przyjaciół mieszka, te powiązania pozostaną na całe życie, dlatego zawsze mnie interesowało co w kraju się dzieje. Moje życie, moje działania i zaangażowanie skupiało sią na Niemcy, bo tu żyje i szczerze mówiąc, przez dziesiątki lat, w zasadzie Polaków w Niemczech nie znałam. Pomimo tego, jednym z najpięknieszych dni w moim życiu, był dzień przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, nigdy nie zapomnę jak mój mąż do mnie powiedział: „Maus, Polen ist angekommen – Du bist angekommen”….

Teraz, jak widzę, czytam, słysze, co się w Polsce dzieje, to jestem czasami smutna, czasami załamana, czasami roztrzęsiona, albo nawet wściekła ale nigdy bezczynna. Dopiero teraz, jak Polska z europejskiej drogi schodzi, poznałam tutaj w Niemczech wielu Polaków z polskimi korzeniami, którym nie jest obojętne, to co się teraz w Polsce dzieje i może właśnie dlatego jestem pewna, że Polacy się otrząsną, powrócą na europejską drogę i ten epizod w histori jako „lekcje demokracji” zapiszą. Nie wiem dlaczego tą pewność mam. Chyba dlatego, że nie potrafię sobie wyobrazić, że Polacy, którzy sami sobie wolność wywalczyli, chcieli by ją znowu stracić, albo może tyklo dlatego, że jestem optymistyczną realistką…

Marzanna: Mit neunzehn, Ende der 80er Jahre, mit einem großen Rucksack, habe ich die Grenze passiert – damals noch die DDR/BRD Grenze. Ein sympathischer Grenzbeamte, hat mich gefragt, wie lange ich in Deutschlang bleiben will. Meine Antwort: 2-3 Wochen. Mit einem Lächeln, hat er mein Rucksack angeschaut und gesagt: glaube ich nicht – willkommen in der Bundesrepublik Deutschland…

Beim ersten Spaziergang durch Kassel, habe ich mich gefühlt, als wenn ich früher in der Provinz gelebt hätte, obwohl ich aus einem der größten Städte Polens komme. Ich war einfach in einer anderen Welt, die ich erstmal kennenlernen musste – ihre Stärken und Schwächen – weil da wo Licht ist, ist auch Schatten. Ich bin hierher alleine gekommen, ohne Familie, Freunde, aber mit einem ungebrochenen Willen, frei, demokratisch und respektvoll zu leben. Jetzt sind bereits 30. Jahre vergangen, seit dem ich die Grenze passiert habe. In all den Jahren, habe ich ganz normal gelebt, es gab gute und schlechte Phasen, wie bei jedem Menschen auf dieser Welt. Ich habe viele Leute kennengelernt, hauptsächlich Deutsche, die mir sehr geholfen haben und bis heute zu meinem Freundeskreis zählen. Polen ist für mich das Land in dem ich geboren wurde, aufgewachsen bin, wo meine Eltern und einige Freunde leben. Diese Verbindungen bleiben mein Leben lang bestehen, deswegen war es mir nie gleichgültig, was in Polen passiert. Allerdings mein Lebensmittelpunkt ist in Deutschland, hier lebe und engagiere ich mich und ganz ehrlich gesagt, habe ich bis vor kurzem kaum einen in Deutschland lebenden Polen gekannt. Nichts desto trotz, eine der schönsten Tage im meinem Leben, war der Tag, an dem Polen in die Europäischen Union aufgenommen wurde. Ich werde die Worte meines Mannes nie vergessen: „Maus, Polen ist angekommen – Du bist angekommen“…

Jetzt, wenn ich sehe, lese, höre, was in Polen los ist, bin ich manchmal traurig, manchmal verzweifelt und manchmal auch wütend, allerdings nie gleichgültig. Es ist auch etwas seltsam, aber erst jetzt, wo Polen droht den europäischen Weg zu verlassen, habe ich hier Menschen mit polnischen Wurzeln kennengelernt. Menschen, denen nicht egal ist, was in ihrem Heimatland passiert. Vielleicht gerade deswegen, bin ich mir sicher, dass die Polen wieder wach werden, auf den europäischen Weg zurückkehren und diese Episode als „Demokratielektion“ in die Geschichtsbücher reinschreiben. Ich weiß nicht, woher diese Überzeugung kommt, vielleicht weil ich es mir nicht vorstellen kann, dass ein Volk, welches sich seine Freiheit selbst erkämpft hat, diese auch wieder verlieren will, oder einfach, weil ich eine optimistische Realistin bin…

 

Monika: w Berlinie od półtora roku. Wszystko przez historię. Ale od początku. Ona (czyli Ja): z Warszawy. Tu skończyła uniwersytet – historię. Mediewistka. Pisze habilitację. On (czyli On): z Berlina (wtedy Zachodniego). Tu skończył uniwersytet – historię. Mediewista. Kończy habilitację. Poznali się w Warszawie, gdzie On mieszkał parę lat jako stypendysta Niemieckiego Instytutu Historycznego (Deutsches Historisches Institut Warschau). Spotykali się aż stwierdzili, że wygodniej będzie mieszkać razem. Jego dzieci i Jej kot przyjęli tę sytuację dobrze. Potem On wrócił do Berlina, a Ona przeniosła się z Nim (z Nimi – cała rodziną). Ona nadal pracuje w Warszawie. Żyje między dwoma miastami, dwoma językami, dwoma kulturami. Uczy się Niemiec i Niemców ale uczy się też Polski i Polaków. Niemcy i Polacy są bardzo podobni ale też subtelnie różni. Otwarcie granicy, którą teraz możemy przekraczać bez przeszkód, stwarza jedynie techniczny pomost do wzajemnego poznania; pomost, na który musimy wejść sami – z obu stron. Najważniejszym krokiem jest dostrzeżenie schematów myślenia – i polskich, i niemieckich. Schematów, które mają silne uwarunkowania historyczne. A następnie wyzwalanie się z nich.

Monika: seit anderthalb Jahren in Berlin. Alles wegen Geschichte. Aber vom Anfang an. SIE (also ich): aus Warschau, studierte dort an der Historischen Fakultät. Mediävistin. Schreibt gerade ihre Habilitation. ER (also Er): aus Berlin (damals noch West). Hier beendete ER das Studium der Geschichte. Mediävist. SEINE Habilitation ist fast fertig. Sie lernten sich in Warschau kennen, wo ER einige Jahre als Stipendiat des Deutschen Historischen Instituts Warschau lebte. Sie gingen miteinander aus, bis sie feststellten, dass es bequemer wäre, zusammenzuziehen. SEINE Kinder und IHRE Katze fanden sich in diesem Kontext gut zurecht. Dann kehrte ER nach Berlin zurück, SIE ging mit IHM mit (mit IHNEN, mit der ganzen Familie). SIE arbeitet immer noch in Warschau. SIE lebt zwischen zwei Städten, zwei Sprachen, zwei Kulturen, lernt Deutschland und die Deutschen, aber auch das Land Polen und seine Bewohner neu kennen. Deutsche und Polen sind sich sehr ähnlich, doch es gibt zwischen ihnen feine Unterschiede. Die Öffnung der Grenze, die wir jetzt problemlos passieren können, stellt nur technisch eine Brücke zum gegenseitigen Kennenlernen dar; eine Brücke, die jeder selbst betreten muss – von beiden Seiten. Der wichtigste Schritt ist, die historisch bedingten Denkschemata – sowohl die polnischen als auch die deutschen – wahrzunehmen. Und sich anschließend von ihnen zu befreien.

 

Ania: Mieszkam w Berlinie od ponad 10 lat. Poznając bliżej Niemców, przestałam się ich bać – zniknęły uprzedzenia, dziedzictwo propagandy wojennej, wpajanej mi w Polsce w czasach dzieciństwa. W wielu aspektach Niemcy są do nas podobni, ale i w wielu się różnimy, co jest wspaniałe. W ten sposób poznajemy sami siebie i siebie wzajemnie. Przez te lata w Berlinie poprzez swoją działalność artystyczną i kulturalną starałam się pokazać berlińczykom, że Polacy wbrew negatywnym stereotypom to dobrzy ludzie, pracowici ale i skorzy do zabawy, kreatywni i warci poznania. I teraz już nie dzielę przyjaciół na Niemców czy Polaków, ale na dobrych i złych przyjaciół.

Ania: Ich wohne seit über 10 Jahren Berlin. Als ich die Deutschen näher kennen lernte, hörte ich auf, mich vor ihnen zu fürchten. Es verschwanden Vorurteile – das Erbe einer Kriegspropaganda, die mir in Polen in meiner Kindheit eingetrichtert wurde. In vielerlei Hinsicht sind die Deutschen uns ähnlich, doch es gibt auch Unterschiede und das ist großartig. Auf diese Weise lernen wir uns selbst und einander kennen. All diese Jahre versuchte ich mit meinen künstlerischen und kulturellen Aktivitäten den Berlinern zu zeigen, dass die Polen – entgegen negativen Vorurteilen – gute Menschen sind: dass sie hart arbeiten, aber auch feiern können, dass sie kreativ sind und dass es sich lohnt, sie kennen zu lernen. Und jetzt unterscheide ich nicht mehr zwischen meinen deutschen und polnischen, sondern zwischen guten und schlechten Freunden.

 

Urszula: dobre relacje polsko-niemieckie mają już ćwierć wieku! To również i część mojej osobistej historii. Mieszkam w Berlinie i to miasto stało się dla mnie oknem na świat. Tutaj nauczyłam się cenić różnorodność, rozumieć, czym jest tolerancja na co dzień i co znaczy termin różnice kulturowe w praktyce!

Jestem Polką, która jest dumna ze swojego kraju. Od ponad 10 lat nauczam języka polskiego, organizuję podróże do Polski i opowiadam, czym była i jest Polska, jacy jesteśmy, jakiej muzyki słuchamy i jakie książki czytamy. Niemcy są inni niż Polacy, inaczej rozumiemy wiele emocji, inaczej się kłócimy i mamy inną historię. Nauczyłam się, że mimo różnic można dobrze razem żyć i wzajemnie się szanować. Mam tutaj prawdziwych przyjaciół, ale zawsze jak przekraczam granicę na Odrze i Nysie, to ogarnia mnie jakaś euforia i wzruszenie. Czuję, że po polskiej stronie nawet trawa i łąki mówią do mnie „po polsku“.

Po 13 latach mogę powiedzieć – mam dwa domy, jeden w Polsce i jeden w Berlinie a generalnie jestem wszędzie w Europie u siebie. To wielkie zwycięstwo ponad podziałami, żadna generacja, do tej pory, nie miała takiej szansy i takiego przywileju.

Urszula: Gute deutsch-polnische Beziehungen sind nunmehr ein Vierteljahrhundert alt! Sie sind auch Teil meiner persönlichen Geschichte geworden. Ich wohne in Berlin und diese Stadt war für mich eine Art ‚Fenster zur Welt‘. Hier habe ich Vielfalt schätzen gelernt und begriffen, was Toleranz im Alltag und Kulturunterschiede in der Praxis bedeuten.

Ich bin eine Polin, die auf ihr Heimatland stolz ist. Seit über zehn Jahren unterrichte ich hier Polnisch, organisiere Ausflüge nach Polen und erzähle, was Polen war und ist. Ich erzähle, wie wir Polen sind, welche Bücher wir lesen und was für Musik wir hören. Die Deutschen sind anders als die Polen: Wir haben jeweils eine unterschiedliche Lesart von Emotionen, eine andere Streitkultur und sind von einer anderen Geschichte geprägt. Ich habe gelernt, dass man bei allen Differenzen gut zusammenleben und sich gegenseitig wertschätzen kann. Ich habe hier wahre Freunde gefunden, aber immer wenn ich die Oder-Neiße-Grenze passiere, bin ich irgendwie euphorisch und gerührt. Ich spüre, dass selbst die Wiesen auf der polnischen Seite mich „auf Polnisch“ ansprechen. Nach 13 Jahren kann ich sagen, dass ich gleichermaßen hier und dort, in Berlin und in Polen, zu Hause bin. Generell bin ich überall in Europa „daheim“. Dies ist ein großer Sieg über alles Trennende hinweg. Eine solche Chance und ein solches Privileg ist bislang keiner Generation widerfahren.  

 

Łukasz: Przyjaźń polsko-niemiecka była i jest dla mnie czymś więcej niż „sąsiedztwem“. To współżycie – czasem trudne, przeważnie bliskie i bogate. Urodziłem się na Górnym Śląsku, gdzie w każdej niemal rodzinie, również mojej, od generacji byli „Polacy“, „Niemcy“, „Ślązacy“. Przeplatanki, mieszanki, gdzie każdy sam się definiował jak chciał. Moja babcia była bardziej Niemką. Mój dziadek czuł się Polakiem a i tak w 1945 wzięto go do Wehrmachtu skąd wkrótce uciekł do armii Andersa. Te dwie tożsamości zawsze były dla mnie opcją, często podwójną, równoległą i mocno z sobą związaną.

Mieszkam w Niemczech od niespełna 15 lat. Jestem migrantem. Nie politycznym, nie ekonomicznym, a uczuciowym. Moja żona jest Niemką, lecz poznaliśmy się w Bośni, jako młodzi ludzie, którzy właśnie na powojennych Bałkanach walczyli o tolerancję, pokojowe współżycie różnych grup ludzi, czyli o inne wartości niż nacjonalizm, szowinizm czy „wagę historii“. Nasze dzieci mówią w obu językach, nie mieszając ich i korzystając z nich jak i kiedy i gdzie im się podoba.

Krzyżowa. 12 listopada 1989 roku. Spotkanie Tadeusza Mazowieckiego i Helmuta Kohla na mszy świętej. Obraz ten znam z dziennika telewizyjnego, i zawsze gdy znów wpadnie mi w oko, przechodzą mnie ciarki, mam niemal łzy w oczach. Moment, gdy Kohl i Mazowiecki, dwóch szefów rządu sąsiedzkich, ale tak długo zwaśnionych krajów, na znak pokoju – obejmują się. Dla mnie ten obraz znaczy więcej niż Brandt w Warszawie, może dlatego, że dotyczył też moich osobistych doświadczeń rodzinnych. Był to jasny, mocny znak, że od teraz będziemy nie tylko sąsiadami ale i bliźnimi.

Łukasz: Die deutsch-polnische Freundschaft   ist für mich nach wie vor etwas mehr als die bloße „Nachbarschaft“. Es ist ein Zusammenleben , eine bisweilen schwierige, aber meistens enge und facettenreiche Koexistenz. Ich bin in Oberschlesien geboren, wo es in beinahe jeder Familie – meine eingeschlossen – seit Generationen „Polen“, „Deutsche“ und „Schlesier“ gab. E s war ein Geflecht, eine Mischung, wo jeder seine Identität definierte, wie er wollte. Meine Großmutter war eher eine Deutsche. Mein Großvater fühlte sich als Pole und wurde dennoch 1945 in die Wehrmacht eingezogen, um anschließend zu flüchten und sich der Armee von General Anders anzuschließen. Diese zwei Identitäten nahm ich immer als zwei parallele Optionen wahr bzw. als doppelte Option, deren Teile eng miteinander verflochten waren.

Ich lebe nun seit knapp 15 Jahren in Deutschland. Ich bin ein Migrant. Meine Migration ist weder politisch noch ökonomisch motiviert: Es ist eine gefühlsmäßige Migration. Meine Ehefrau ist Deutsche, aber wir haben uns in Bosnien kennen gelernt – als junge Menschen, die gerade auf dem Balkan nach dem Krieg um die Toleranz und ein friedliches Zusammenleben unterschiedlicher Gruppen kämpften, um andere Werte also als Nationalismus, Chauvinismus oder „Geschichtsträchtigkeit“. Unsere Kinder sprechen beide Sprachen, ohne sie zu vermischen. Sie bedienen sich beider wie und wo es ihnen gefällt.

Kreisau am 12. November 1989. Tadeusz Mazowiecki und Helmut Kohl gemeinsam bei der heiligen Messe. Dieses Bild kenne ich aus der Tagesschau und bekomme immer Gänsehaut, wann immer ich es zu sehen bekomme. Mir kommen fast die Tränen, wenn ich daran zurück denke, wie sich die Staatschefs der benachbarten, so lange verfeindeten Länder zum Zeichen des Friedens umarmten. Für mich bedeutet dieses Bild mehr als der Kniefall von Willy Brandt in Warschau. Vielleicht deshalb, weil es einen Bezug zu meinen persönlichen familiären Erfahrungen hat. Es war ein klares, deutliches Zeichen, dass wir seitdem nicht nur Nachbarn, sondern auch Mitmenschen sind. 

 

Teresa: najpierw zyskałam poprawę mojej tragicznej w tym czasie (a było to naście lat temu) sytuacji w Polsce. Później w miarę doskonalenia mojej niemieckiej mowy zyskałam poprawę mojej sytuacji życiowej w Niemczech. Teraz od kilku lat mieszkam w Berlinie i czuję się pełną gąbą Europejką. Poznałam wielu Niemców, ich kulturę i obyczaje. Sa inne niż nasze. Ale to nie znaczy, że są gorsze. Nauczyłam się tolerancji, stałam się bardziej otwarta i tutaj czuję się wolna.

Teresa: Zunächst änderte sich meine damals tragische Situation in Polen zum Guten (das ist über zehn Jahre her). Später, als meine Deutschkenntnisse ausgebaut wurden, besserte sich auch meine Lage in Deutschland. Seit einigen Jahren lebe ich in Berlin und fühle mich ganz und gar als Europäerin. Ich lernte viele Deutsche, ihre Kultur und ihre Bräuche kennen. Sie sind schon anders als wir. Doch es bedeutet nicht, dass sie schlechter sind. Ich lernte Toleranz, wurde offener und fühle mich hier frei.

 

Sven: Wielu Niemców żywi jeszcze niestety uprzedzenia wobec Polaków („Jedziesz do Polski? Przecież to Trzeci Świat?“), mimo że nigdy tam nie byli (albo pojechali tylko, by kupić papierosy) i wcale ich ten kraj nie interesuje, ani jego mieszkańcy.

Gościnność i sedeczność Polaków mogłyby być, jeśli o mnie chodzi,  nieco mniej intensywne. W każdym razie na pewno wolę zdecydowane niemieckie „Nie!“ od niepewnego polskiego „Nnnie“, które trzeba ze trzy razy powtórzyć, żeby w ogóle ktoś chciał je w ogóle zauważyć.

Nie mieszkam na stałe w Polsce, ale wiem, że przestawienie się z niemieckiego zamiłowania do porządku na polskie życie codzienne, zszargałoby mi nerwy. Ale moglibyśmy przejąć od Polaków trochę ich luzu i elastyczności.

Jestem szczęśliwie ożeniony z Polką i zawsze dobrze się czułem w Polsce. Ale nie jestem gejem, muzułmaninem ani Żydem, ani też nie mówię nikomu na dzień dobry, że nie wyznaję żadnej religii.

Podsumowując powiem, że od roku 1991 zbliżyliśmy się do siebie, my, Polacy i Niemcy. Nie pozwólmy, żeby nam to zniszczyli jacyś politycy, zagrzewający nas do sporów i głoszący nienawiść!

 

Sven: Viele Deutsche haben leider immer noch Vorurteile gegenüber Polen („Du fährst nach Polen? Was willst du denn in der Dritten Welt?“), ohne einmal dort gewesen zu sein (außer vielleicht zum Zigarettenkauf) und ohne sich überhaupt für das Land und die Menschen in Polen zu interessieren.

Die Gastfreundlichkeit und Herzlichkeit der Menschen in Polen könnte für meinen Geschmack schon etwas weniger aufdringlich sein. Ich ziehe jedenfalls ein klares, direktes deutsches „Nein!“ dem zaghaften, polnischen „Nie“ vor, das dreimal ausgesprochen werden muss, um überhaupt ansatzweise ernst genommen zu werden.

Ich lebe nicht dauerhaft in Polen und bin mir dessen bewusst, dass eine Umstellung von der deutschen Ordnung auf den polnischen Lebensalltag meine Nerven arg strapazieren würde. Etwas mehr Flexibilität und Gelassenheit könnten wir allerdings von den Polen übernehmen.

Ich bin glücklich mit einer Polin verheiratet und habe mich in Polen immer wohl gefühlt. Aber ich bin ja auch weder schwul noch Moslem noch Jude noch schwarz und sage nicht gleich jedem, dass ich nicht religiös bin.

Alles in allem sind wir seit 1991 in den deutsch-polnischen Beziehungen immerhin ein kleines Stück vorangekommen. Lassen wir uns das nicht von hetzenden und Hass predigenden sogenannten Politikern kaputtmachen!

 

Barbara: Jakie znaczenie ma dla mnie Polska?
1 maja 2004 pojechałam z francuskimi przyjaciółmi do Słubic. Anne i Aurèle, nauczyciele z Paryża, przyjechali do nas w ramach wymiany młodzieży szkolnej. Chcieliśmy wspólnie przywitać Polskę w Unii. To było niezwykłe uczucie, gdy tak przeszliśmy sobie swobodnie przez most na Odrze i nagle znaleźliśmy się w kraju, który wprawdzie geograficznie leży bardzo blisko, ale przez dziesięciolecia był tak daleki. Pogoda była piękna, zjedliśmy kiełbaski z jakiejś budki i powłóczyliśmy się po targu. Kupiłam sobie roślinę (Echeveria), którą posiadam do dziś. Rozrasta się  kolejnymi różyczkami i świetnie się daje rozsadzać. Wielokrotnie już dawałam sadzonki różnym ludziom, także Anne  ma w Paryżu taką roślinę.

IMG_0650
Od tego czasu często bywam w Polsce, w dużych miastach, ale też nad Bałtykiem czy w Sudetach.  Szybko pojawiła się potrzeba nauczenia się choć trochę polskiego, tak by móc powiedzieć kilka słów w miejscowym języku czy przeczytać menu w restauracji.  Po pierwszym kursie po raz pierwszy użyłam polskiego słowa – blokowałam drogę jakiejś starszej pani i usuwając się powiedziałam „Przepraszam!“ W międzyczasie mogę się już coraz lepiej porozumiewać, a gdy próbuję mówić po polsku, ludzie reagują szerokim, przyjacielskim uśmiechem lub okazują zdziwienie. Gdy już nie daję rady po polsku, przechodzimy na angielski lub niemiecki, bo wielu Polaków, zwłaszcza tych młodszych, zna już obce języki. Nic dziwnego – w każdym polskim mieście znajdzie się na pewno co najmniej jedną szkołę języków obcych.
W Berlinie mieszka wielu Polaków, słyszy się ich w metrze albo w sklepach. W kiosku można kupić trzy gazety dla polskich emigrantów: Samo życie, Agora, Kontakty. Regularnie kupuję jedno z tych czasopism, bo łatwiej mi zrozumieć publikowane tam artykuły niż w gazetach z Polski. Polscy robotnicy, sumienni i staranni rzemieślnicy, zaadaptowali nam strych na poddasze – teraz jest to pracownia mojego męża. W naszej miejscowości, Eichwalde koło Berlina, jest nawet polski sklep, gdzie kupujemy sałatki jarzynowe, pierogi, maślankę albo pyszną czekoladę wedlowską, która przypomina nam wizytę w firmowej kawiarni Wedla w Warszawie.
Jeśli chce się coś powiedzieć o dobrych stosunkach polsko-niemieckich, nie sposób nie wspomnieć Karla Dedeciusa. Niestety niedawno zmarł, a był niestrudzonym tłumaczem i pośrednikiem pomiędzy kulturami, człowiekiem, który przybliżył nam polską literaturę.  Moimi ulubionymi poetami są Adam Zagajewski i Wisława Szymborska, których wiersze czytałam po niemiecku, a ostatnio, korzystając ze słowników, mogę się nawet pokusić o próby czytania ich w oryginale. Biografia Dedeciusa nosi tytuł „Europejczyk z Łodzi“. Całe życie pracował na rzecz rozwijania dobrych stosunków polsko-niemieckich. Teraz to my musimy kontynuować jego dzieło.

 

Barbara: Was Polen für mich bedeutet

Am 1. Mai 2004 war ich mit französischen Freunden in Slubice. Anne und Aurèle waren Lehrer aus Paris, die im Rahmen eines Schüleraustauschs bei uns waren. Gemeinsam wollten wir Polen, das neue Mitglied Europas, begrüßen. Es war ein unglaubliches Gefühl, einfach über die Oderbrücke zu schlendern und plötzlich in einem Land zu sein, das uns über Jahrzehnte trotz der geographischen Nähe so fern gewesen war. Das Wetter war großartig, wir aßen an einem Stand eine Wurst und bummelten über den Basar. Dort erstand ich eine Pflanze (Echeveria), die ich bis heute besitze. Sie bildet viele Rosetten aus, die sich leicht vermehren lassen. So wurden die Ableger vielfach verschenkt und einer davon steht bei Anne in Paris, ein Andenken an unseren damaligen Ausflug.

Seitdem war ich oft in Polen, in den großen Städten ebenso wie an der Ostsee und in den Sudeten. Schon bald hatte ich den Wunsch, polnisch zu lernen, um wenigstens einige Worte in der Landessprache äußern und eine Speisekarte lesen zu können. Schon nach dem ersten Kurs sprach ich mein erstes polnisches Wort, als ich einmal in Jelenia Góra einer alten Dame im Weg stand: „Przepraszam!“ Inzwischen kann ich mich schon ein wenig besser verständigen und immer, wenn ich versuche, in Polen polnisch zu sprechen, reagieren die Menschen mit einem breiten Lächeln, antworten freundlich und drücken auch manchmal ihre Überraschung aus. Wenn ich an meine Grenzen komme, geht es auf englisch oder deutsch weiter, denn sehr viele Polen, vor allem die jüngeren, sprechen zumindest eine Fremdsprache. Kein Wunder – in jeder polnischen Stadt gibt es mindestes eine Schule für Fremdsprachen.

In Berlin leben viele Polen, man hört sie in der S-Bahn oder in den Supermärkten miteinander sprechen. Am Kiosk gibt es drei polnischen Zeitungen für die Emigranten zu kaufen: Samo Zycie, Agora, Info &Tipps. Ich kaufe regelmäßig eine von ihnen, weil die Texte für mich einfacher zu verstehen sind als die in polnischen Magazinen. Polnische Arbeiter, zuverlässige, sorgfältige Handwerker, haben in unserem Haus das Dach ausgebaut, es ist jetzt das Arbeitszimmer meines Mannes. Und in unserem Heimatort Eichwalde, vor den Toren Berlins, gibt es sogar einen polnischen Laden, wo wir Rohkostsalate, Pierogi und Buttermilch kaufen oder auch die leckere Schokolade von Wedel, wobei wir an unseren Besuch des traditionsreichen Cafés in Warschau denken können.

Wenn es um die guten deutsch-polnischen Beziehungen geht, darf ein Name nicht unerwähnt bleiben: Karl Dedecius. Der kürzlich verstorbene unermüdliche Übersetzer und Vermittler hat uns die polnische Literatur nahe gebracht. Meine Lieblingsschriftsteller, Adam Zagajewski und Wisława Szymborska, habe ich zunächst auf deutsch gelesen. Aber mit Hilfe eines Wörterbuchs wage ich mich jetzt manchmal auch schon an die Originaltexte. Dedecius‘ Biographie hat den Titel „Ein Europäer aus Łódz“. Er arbeitete sein Leben lang für die deutsch-polnische Verständigung. Jetzt ist es an uns weiterzumachen.

 

Diana Grupp, germanistka, specjalistka od mediów i public relations, klarnecistka zamieszkała od 20 lat w Berlinie.  Niedawno młody filozof William MacAskill założył na Uniwersytecie Oksfordzkim ruch społeczny Effective Altruism wzywający ludzi z całego świata do oddawania dobrowolnie przez całe życie 10% dochodu na działania służące poprawie warunków życia oraz zwalczaniu biedy.  W ostatnim czasie zbierano na moskitiery ratujące ludziom życie. 

Na temat akademickiej otoczki ruchów zrodzonych z empatii i kojarzonych  z odpuszczeniem win poprzez przelewy pieniężne można się spierać. Pewne jest jednak, ze miecz utylitaryzmu uderza dziś ze szczególną siłą. Czy to jednak posuwa nas do przodu, przybliża do siebie nawzajem? 

Moja rodzina ze strony matki uciekła w zimie 1944/45 roku z małego miasteczka pod Poznaniem. Jej potomkowie – zarówno ci z generacji mojej mamy, jak ich dzieci – nie interesowali się tym. Dziadkowie, a także ich nieżyjące już dzieci, zabrali więc wspomnienia ze sobą do grobu. Kiedy w roku 1998 przeprowadziłam się do Berlina (pochodzę z Hesji), otwarły się przede mną szeroko drzwi na Wschód. Nowy, nieznany świat. Zaczęłam uczyć się polskiego (co jest przedsięwzięciem iście bez końca), zebrałam skąpe wspomnienia rodzinne i wybrałam się w podróż do kraju przodków ze strony matki. 

Przypuszczalnie nie zgadzała się nawet nazwa wsi, którą znalazłam w paszporcie matki. Nie zgadzało się dosłownie nic. Nie było jeziora, na którym dzieci w zimie jeździły na łyżwach, ani młyna (pierwszy mąż babki był młynarzem), ani też posesji z domem nad jeziorem. I szczerze mówiąc, nikt w wiejskim sklepie nie rozumiał moich pytań. Zamiast tego, na co liczyłam, przywiozłam ze sobą do Berlina pyszne kiełbasy i migawki z przyjaznych kontaktów. Właściwie to może nawet dobrze, że nie dowiedziałam się niczego o swoich przodkach. 

Od tej pierwszej podróży istnieje we mnie silna wewnętrzna łączność z naszymi sąsiadami. Nie da się jej racjonalnie wytłumaczyć. Kocham ten poetycki język, który z naszej świecącej gruszki (Glühbirne) robi żarówkę, a fałdy (Falten) na twarzach starszych ludzi pieszczotliwie gładzi i nazywa zmarszczkami. Jestem zafascynowana żywotnością tych ludzi i ich wolą niepoddawania się w ciężkich warunkach oraz radzenia sobie w nich najlepiej jak się da. Przyznaję, ze wzrusza mnie silne zakorzenienie wielu Polek i Polaków w kraju, w życiu na wsi. Czuje się to też dzisiaj. W rozmowach z przyjaciółmi zainteresowanymi kulturą naszych sąsiadów poznaję historię Polski i polsko-niemieckiego sąsiedztwa. Na własną rękę i u boku swojej wspaniałej przyjaciółki i nauczycielki Urszuli Ptak odkrywam rok po roku nowe piękno – czy to piękno natury, czy to stworzone ręką człowieka.  Czasami jest to nie do wytrzymania, że np. podczas podróży po Polsce na każdym kroku natrafia się na miejsca upamiętniające  niemieckie barbarzyństwo.  A potem z kolei poznaje się wyjątkowe kobiety – Bronisławę Wajs, Joannę Bator, Deborę Vogel albo chłopkę Natalię w dolnośląskiej wsi Niemojów, która ma jedną krowę i wiedzie proste, ale szczęśliwe życie. Tyle silnych kobiet cieszących się życiem  – to przecież nie przypadek? 

25 lat polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie – piękna data, którą należy uczcić! Niech tych 25 lat da początek  silnej, niezniszczalnej przyjaźni, której nic nie zachwieje i nie zmąci.  Cieszę się z przyszłych spotkań i wymiany z naszymi sąsiadami – z kontaktów w kuchni,  kontaktów z  dopełniaczem, po drugiej stronie Odry, w czasie koncertu szopenowskiego… 

Tak skromna, osobista wymiana jest oczywiście niczym w porównaniu ze spektakularnym ruchem Effective Altruism rodem z Oxfordu i nie da się zmierzyć (jakim niby środkiem?) Ale pozostawia ślady w sercach ludzi. To więcej niż liczby i statystyki. 

Diana Grupp, Germanistin, Presse- und Öffentlichkeitsarbeit, Klarinettistin, seit 20 Jahren in Berlin beheimatet. An der University of Oxford begründete kürzlich der junge Philosoph William MacAskill den Effective Altruism. Diese Bewegung ruft Menschen weltweit dazu auf, 10% ihres Einkommens bis ans Lebensende für Maßnahmen für die Schaffung besserer Lebensbedingungen und zur Armutsbekämpfung zu spenden. Kürzlich sammelte man für Leben rettende Moskitonetze.

Man kann über akademisch grundierte Empathie-Bewegungen mit Schulderlass via Überweisung diskutieren, aber feststeht: Das Schwert des Utilitarismus schlägt heute besonders mächtig zu. Bringt das uns weiter, näher zueinander?

Meine Familie mütterlicherseits floh im Winter 1944/45 aus einer kleinen Stadt südlich von Poznan. Die Nachfahren – sei es die Generation meiner Mutter oder deren Kinder interessierten sich kaum dafür und so nahmen die Großeltern und ihre bereits verstorbenen Kinder die Erinnerungen mit ins Grab. Als ich 1998, in Hessen geboren, nach Berlin zog, öffnete sich mir sperrangelweit die Tür nach Osten. Eine neue, unbekannte Welt. Ich begann, die polnische Sprache zu lernen (ein Unterfangen, das wohl nie beendet wird), suchte die spärlichen Erinnerungen in der Familie zusammen und machte eine Reise in das Land meiner Vorfahren mütterlicherseits.

Vermutlich stimmte noch nicht einmal das Dorf (das ich im Pass meiner Mutter fand) – einfach nichts stimmte in dem Dorf: Kein See – auf dem die Kinder im Winter Schlittschuhliefen, keine Mühle (der erste Mann meiner Oma war Müller), kein Grundstück mit Haus am See. Und ehrlich gesagt: Niemand in dem Dorfladen verstand meine Fragen. Stattdessen kehrte ich mit köstlichen Würsten und freundlichen Begegnungen zurück nach Berlin. Vielleicht ist es ganz ok, dass ich nichts über meine Vorfahren erfuhr.

Seit meiner ersten Reise gibt es eine große innere Verbindung zu unseren Nachbarn, die sich nicht rational erklären lässt. Ich liebe die poetische Sprache, die aus einer Glühbirne eine żarówka macht und die Falten im Gesicht älterer Menschen liebevoll streichelt und zmarszczki nennt. Ich bin fasziniert von der Beweglichkeit der Menschen und von dem Willen, auch in widrigen Verhältnissen das Beste aus der Situation zu machen, sich nicht runterkriegen zu lassen. Ich gebe zu: Mich berührt die starke Verwurzelung vieler Polinnen und Polen mit dem Land, dem Leben auf dem Land. Man spürt dies auch heute. Im Austausch mit anderen an der Kultur unserer Nachbarn interessierten Freunden lerne ich die polnische und deutsch-polnische Geschichte kennen. Auf eigene Faust und an der Seite meiner großartigen Freundin und Lehrerin Urszula Ptak entdecke ich Jahr für Jahr neue Schönheiten – ob in der Natur oder von Menschenhand geschaffen. Manchmal ist es schwer auszuhalten, wenn man z. B. auf Reisen in Polen auf Schritt und Tritt auf Erinnerungsstätten der deutschen Barbarei trifft. Dann wiederum lerne ich besondere Frauen kennen – Bronislawa Wajs, Joanna Bator, Debora Vogel oder die Bäuerin Natalja, die in dem schlesischen Dorf Niemojow mit ihrer Kuh ein einfaches aber glückliches Leben führt. Das ist doch kein Zufall: So viele starke, lebensfrohe Frauen?

25 Jahre deutsch-polnischer Nachbarschaftsvertrag – ein schönes Datum, das gefeiert werden muss! Mögen diese 25 Jahre der Auftakt sein zu einer festen, unverbrüchlichen Freundschaft, die auch die eine oder andere Eintrübung nicht erschüttern kann. Ich freue mich auf weitere Begegnungen und Austausch mit unseren Nachbarn – in der Küche, beim Genitiv, jenseits der Oder, beim Chopin-Konzert …

Solch ein bescheidener persönlicher Austausch ist natürlich nichts im Vergleich zu dem spektakulären Effective Altruism made in Oxford und lässt sich auch kaum messen (Währung?). Aber er hinterlässt Spuren im Herzen der Menschen. Das ist mehr als Statistiken und Zahlen.

 

Advertisements